Donald Tusk, premier rządu RP Polski rząd będzie robił wszystko na forum europejskim i krajowym, aby potrzeba rehabilitacji węgla i budowy niezależności energetycznej znalazła praktyczny wymiar w decyzjach, które muszą polegać także na używaniu narzędzi państwowych, finansowych i organizacyjnych. Nie dlatego, że taka jest presja tej czy innej grupy zawodowej, czy dlatego, że każe nam to jakaś doktryna, ale dlatego, że dzisiaj każdy polityk odpowiedzialny za wspólnotę, musi podejmować praktyczne działania na rzecz jej bezpieczeństwa energetycznego. Pytanie dziś – nie skąd i za ile energia, ale ile naszej energii jesteśmy w stanie wytworzyć. Ona musi być oczywiście konkurencyjna. Polska energia nie może być wyraźnie droższa od tej, która płynie przede wszystkim ze Wschodu. Nie możemy się jednak łudzić – tak jak bezpieczeństwo militarne i polityczne, bezpieczeństwo energetyczne musi trochę kosztować. Reindustrializacja i polityka klimatyczna Janusz Piechociński, wicepremier, minister gospodarki RP Bardzo ważne, żeby wizja poszanowania klimatu, który jest też wartością ekonomiczną, była wizją przyjazną przemysłowi. Chcemy jeszcze przed wejściem do megastrefy z USA mieć nie 22 proc, a 25 proc. przemysłu w naszym PKB. To jest zadanie, które chcemy wykonać. Jerzy Buzek, europoseł, były premier RP, były przewodniczący PE, honorowy przewodniczący Rady Europejskiego Kongresu Gospodarczego W strategii Europa 2020 sformułowano konieczność budowy zupełnie nowego przemysłu i nowej polityki przemysłowej w oparciu o innowacyjność. W punkcie polityka klimatyczna poszukujemy równowagi. Przeregulowaliśmy Unię Europejską, wszyscy o tym wiedzą. Na razie udało nam się stępić ostrze polityki klimatycznej, ale niewystarczająco. Przed nami wielkie zadanie w tym zakresie. Przemysł powinien być nowoczesny. Nie może zagrażać środowisku i zdrowiu, co nie oznacza, że może on powstać bez węgla, bez dbałości o energię. Maciej Grabowski, minister środowiska RP Trwają bardzo intensywne prace nad kształtem polityki energetyczno-klimatycznej UE w średnim i długim okresie. W dyskusji pojawiają się nowe pojęcia, jak koszty, konkurencyjność i bezpieczeństwo dostaw. Tego wcześniej nie było. Na tym budujemy nasze stanowisko negocjacyjne, które będzie realistyczne, konstruktywne i biorące pod uwagę polskie interesy. Dariusz Lubera, prezes Tauron Polska Energia Nowe inwestycje w sektorze elektroenergetycznym w Polsce to nic innego jak reindustrializacja. Ale czy będzie mogła ona być dalej prowadzona? Jeżeli nie dojdzie do rewizji celów polityki klimatycznej, nie będzie łatwo. Mam nadzieję, że nowa Komisja Europejska uzna reindustrializację w Europie za swój cel. Marek Woszczyk, prezes PGE Reindustrializacja to świetna wiadomość dla biznesu energetycznego, bo oznacza ona nic innego jak możliwość wzrostu popytu na energię elektryczną, czyli na produkt, który koncerny energetyczne wytwarzają. Reindustrializacja, czyli powrót do odpowiedniego stanu uprzemysłowienia, nie przyjdzie sama z siebie. Nadejdzie, gdy przemysł będzie chciał w Europie inwestować. Przeciętnej wielkości firma w UE płaci dzisiaj 20 proc. więcej za energię elektryczną, niż to się dzieje w Chinach, 65 proc. więcej niż w Indiach, dwa razy więcej niż w USA i, jeśli wierzyć statystykom rosyjskim, także dwa razy więcej niż w Rosji. Pokazuje to, że Europa nie jest dzisiaj obszarem taniej energii. Czy w takich warunkach przemysł jest tutaj w stanie się lokować, inwestować? Czy produkcja sektora przemysłowego będzie generować wystarczające marże, aby reinwestować zarobione środki i przyciągać przemysł do Europy? Porozumienie handlowe UE – USA Ignacio Garcia Bercero, główny negocjator Unii Europejskiej ws. Transatlantyckiego Partnerstwa w zakresie Handlu i Inwestycji (TTIP) To chyba najważniejsze negocjacje, jakie prowadzi UE. Dlaczego zdecydowaliśmy się na ich rozpoczęcie? Po pierwsze jesteśmy przekonani, że wynegocjowanie umowy zaowocuje wzrostem zarówno w UE i USA. Z naszych szacunków wynika, że PKB dzięki wynegocjowaniu umowy może się zwiększyć o 3 proc. Pod drugie to historyczna szansa dla UE i USA. Razem oba systemy mogą pracować lepiej. Pogodzenie ich interesów nie będzie łatwe. Współpraca może jednak zaowocować tym, że jakość stanowionego prawa wzrośnie. Po trzecie USA i UE dzięki podpisaniu umowy będą mogły wywierać globalny wpływ na tworzenie standardów i przepisów prawa. Wszystko to jest ważne, biorąc pod uwagę sens globalnego ładu gospodarczego. Możliwość wspólnego oddziaływania będzie także znacząca ze względu na interesy gospodarcze USA i UE. Dan Mullaney, główny negocjator USA ws. Transatlantyckiego Partnerstwa w zakresie Handlu i Inwestycji (TTIP) USA i Unia Europejska to już bardzo blisko współpracujące ze sobą organizmy gospodarcze. Dlaczego tak dużo mówimy o potrzebie zacieśnienia współpracy? Bo przyniesie to obu stronom korzyści. Chodzi o miejsca pracy, wzrost ich liczby, wyższe płace. Co chcemy osiągnąć? Będziemy się starać wyeliminować niektóre taryfy czy też podatki, które niekorzystnie wpływają na wymianę handlową. Mówiąc o współpracy handlowej, nie mamy na myśli tylko wymiany towarowej. Istotne są także usługi. W ich kwestii konieczne jest prowadzenie bardziej aktywnej polityki. Na przykład bardzo istotną kwestią jest certyfikacja. Zdarza się, że pomimo bardzo restrykcyjnego prawa w USA, nasze produkty muszą być poddawane ponownej certyfikacji w UE. Zresztą problem dotyczy także europejskich produktów w USA. Jeśli w czasie negocjacji takie kwestie uda się rozwiązać, system regulacyjny będzie lepszy, a to przyniesie określone korzyści. Howard Chase, Director of Government Affairs, Dow Europe Jesteśmy bardzo zainteresowani wynikiem negocjacji UE-USA. Taryfy celne nie są wprawdzie wysokie, ale przy dużym wolumenie sprzedaży stają się istotnym elementem kosztów. Istotna jest także możliwość uniknięcia podwójnej certyfikacji. Zaoszczędzone dzięki temu środki możemy wykorzystać na rzeczy bardziej produktywne. Josh Rice, dyrektor Microsoft ds. technologii sektora publicznego na świecie Ujednolicenie reguł w wymianie handlowej między UE i USA byłoby wymierną ulgą. Microsoft przeistacza się w firmę usługową, stąd szczególnie uważnie obserwujemy zapisy dotyczące właśnie usług. Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos Dyskusja o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską trwa już dziewięć lat. Wygląda na to, że jest już wiele ciekawych dopracowań pomysłów regulacji. Jednak jeżeli będziemy dyskutować dalej, następne dwa, pięć czy siedem lat, to przegadamy temat. Energetyka, wspólny rynek energii Jan Kulczyk, przewodniczący RN Kulczyk Investments Nie może być tak, że mając teoretycznie wspólną politykę energetyczną, cena energii w UE jest najwyższa na świecie. Nie może być tak, że w USA 1 MWh kosztuje 67 euro, a w UE 171 euro. Wydaje mi się, że wszystko bierze się z jednej przyczyny, a mianowicie z tego, że mamy ciągle w UE 28 narodowych polityk energetycznych. Mari Kiviniemi, premier Finlandii w latach 2010-2011 Zachęcam do wprowadzenia przepisów i regulacji, które są uzgodnione, ale których jeszcze nie udaje się w całości wdrożyć. To, co się obecnie dzieje w Rosji i na Ukrainie, to pewien znak ostrzegawczy. Dla bezpieczeństwa energetycznego UE wszystkie państwa członkowskie powinny m.in. zwiększyć wydajność energetyczną i oszczędność energii. Należy także promować wykorzystanie OZE i badania nowych technologii w tym obszarze. Ian Brzezinski, Rada Atlantycka Jednym z rezultatów kryzysu na Krymie będzie to, że powstaną nowe poziomy współpracy w zakresie energetycznym. Myślę, że w tej kwestii propozycja Donalda Tuska stworzenia unii energetycznej jest bardzo ważna. Może to być początek dyskusji w Europie na temat tego, jak możemy lepiej koordynować politykę energetyczną i jak KE, jako rząd europejski, może mieć silniejszą rolę w formułowaniu i wykonywaniu wspólnej polityki energetycznej. Jaroslav Neverovič, minister ds. energii Litwy Powinniśmy się zabrać do roboty, od słów przejść do czynów, zacząć budować naprawdę wspólny rynek energii w UE. Powinniśmy wdrożyć to, co już mamy ustalone. Raporty, które przygotowaliśmy w czasie prezydencji litewskiej, pokazują wyraźnie, że wszystkie wymogi prawne są spełnione. Powinniśmy dokończyć realizowanie trzeciego pakietu energetycznego, wydzielić operatorów przesyłowych, żeby wszystkie firmy miały równy dostęp do rynku, powinniśmy zharmonizować reguły funkcjonowania tych rynków, zwiększyć efektywność energetyczną, wykorzystać zasoby naturalne, które posiadamy w Europie. Pavel Cyrani, członek zarządu ČEZ Inwestycje energetyczne w Europie wcale nie rosną, można już mówić o niedoinwestowaniu. W niektórych regionach dostawy są niewystarczające. Mamy do czynienia z brakiem wspólnego europejskiego podejścia do tej kwestii. Każdy kraj rozwiązuje swoje problemy indywidualnie. Co to oznacza, jeśli chodzi o rynki w 2030 roku? Jestem przekonany, że musimy równoważyć konkurencyjność w branży energetycznej i bezpieczeństwo dostaw. Zoltán Cséfalvay, minister stanu w Ministerstwie Gospodarki Narodowej Węgier Rząd węgierski podziela stanowisko rządu polskiego, że każdy kraj członkowski UE powinien stworzyć własny miks energetyczny, w zależności od uwarunkowań wewnętrznych. Cena energii elektrycznej w USA jest około połowę niższa niż średnio w UE, a cena gazu ziemnego – o 2/3 niższa. Są dwa powody tak dużej dysproporcji. Pierwszy to regulacje wewnętrzne w UE, w tym realizowana polityka klimatyczno-energetyczna. Drugi tkwi w źródłach dostaw surowców energetycznych. Ujmując grzecznie, ceny energii w UE nie są właściwe, a np. dotacje rządowe do OZE wpływają na ich poziom. Globalna ekspansja polskich firm Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź Powodem naszych inwestycji zagranicznych była w pierwszej kolejności dywersyfikacja produktowa. Zarabiamy na miedzi i srebrze, ale chcemy również wejść w takie surowce jak platyna, pallad czy nikiel, których w Polsce zwyczajnie nie ma. Drugim powodem wyjścia poza Polskę była chęć zróżnicowania źródeł przychodów. Musieliśmy stworzyć aktywa zdecydowanie płynniejsze niż te posiadane w kraju. Poza tym koszty generowane przez KGHM poza Polską są zdecydowanie niższe niż w kraju. Projekt Sierra Gorda w Chile zrealizowany zostanie w rekordowym tempie czterech lat, podczas gdy w polskich warunkach uruchomienie produkcji tego typu trwałoby prawdopodobnie dwa razy dłużej. Krzysztof Niemiec, wiceprezes Track Tec W pierwszej kolejności firmy dążą do eksportowania swoich produktów czy usług na inne rynki, ale w kolejnym etapie wejście z kapitałem może okazać się niezbędne. Nasza produkcja wymaga homologacji, której uzyskanie jest na tyle skomplikowane i czasochłonne, że aby wejść skutecznie na rynek niemiecki, musieliśmy kupić zakład w Leunie. Katarzyna Kacperczyk, wiceminister spraw zagranicznych Program Go Africa zmobilizował nie tylko sfery rządowe. W ciągu ostatniego roku widać było rosnące zainteresowanie krajami afrykańskimi po stronie polskich przedsiębiorców w wymiarze handlowym i inwestycyjnym. Widoczne jest też zainteresowanie państw afrykańskich współpracą z polskimi firmami. Myślę, że wykorzystamy tę szansę na odbudowanie naszych relacji z krajami afrykańskimi. Starzy przyjaciele, jak np. Libia, wracają, a pojawiają się nowi, jaknp. Togo. Dariusz Bogdan, wiceminister gospodarki RP Gdybyśmy oceniali nasze relacje statystycznie rok do roku, to w 2013 roku i w pierwszej połowie 2014 roku spotkał nas niewątpliwy sukces, bo nastąpił wzrost obrotów handlowych pomiędzy Polską a Afryką o 20-22 proc., a wzrost eksportu z Polski do Afryki wyniósł ponad 30 proc. To jest bardzo dobry wynik. Kamel Ben Naceur, minister przemysłu, energetyki i górnictwa Tunezji W ciągu ostatnich lat mocno poprawiła się współpraca Tunezji z Europą Centralną. Tunezja może eksportować do Polski wiele towarów i oferować usługi turystyczne, ale liczy też na inwestorów z Polski w takich sektorach jak energetyka czy górnictwo Essossimna Legzim-Balouki, minister handlu i promocji sektora prywatnego Togo Możemy zaoferować polskim firmom duże możliwości inwestycyjne np. w przemyśle górniczym, rolnictwie, ale też komunikacji. Dziś w Togo zagraniczny inwestor może w ciągu doby stworzyć przedsiębiorstwo, a my oferujemy wszelkie zabezpieczenia dla takiego przedsiębiorstwa. Fundusze europejskie w nowej perspektywie Elżbieta Bieńkowska, wicepremier, minister infrastruktury i rozwoju Wykonano już ogromną ilość pracy, aby doprowadzić polską infrastrukturę do zachodnich standardów. Do 2020 r. Polska musi mieć kompletną sieć szybkich połączeń drogowych, zwłaszcza że unijny budżet na lata 2014-2020 będzie ostatnim tak dużym dla nas zastrzykiem środków z UE. Duże inwestycje infrastrukturalne napędzają rynek pracy i mają antykryzysowy wpływ na gospodarkę. Johannes Hahn, komisarz UE ds. polityki regionalnej Celem Wspólnoty jest zatarcie różnic w poziomie europejskiej infrastruktury transportowej, które powstały w wyniku politycznego podziału kontynentu po II wojnie światowej. W poprzednich siedmiu latach UE dofinansowała inwestycje w infrastrukturę transportową kwotą 82 mld euro, z czego połowa dotyczyła sieci TEN-T, co znacząco podniosło jej jakość i bezpieczeństwo. Cel na obecny budżet UE to uzupełnienie brakujących połączeń drogowych. Sama infrastruktura nie przyniesie jednak wzrostu gospodarczego Europie. Równie ważne jest inwestowanie w innowacje i rozwój przedsiębiorczości. * * * László Andor, komisarz UE ds. zatrudnienia, spraw społecznych i integracji Sytuacja na europejskim rynku pracy poprawia się powoli. Lepszych wieści spodziewamy się w drugiej połowie roku. Pozytywne symptomy związane są z odłożonymi w czasie skutkami działań naprawczych w strefie euro. Interwencje Europejskiego Banku Centralnego z roku 2012 przeniosły się w roku ubiegłym do realnej gospodarki, a teraz widzimy ich pierwsze skutki na rynku pracy. Rafał Trzaskowski, minister administracji i cyfryzacji 10 lat temu, kiedy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, zakupy przez internet robiło zaledwie 5 proc. Polaków, dziś robi to już 30 proc. W ostatniej dekadzie liczba Polaków, którzy mają dostęp do internetu w domu, prawie się potroiła. Handel w internecie jest dość ciekawym probierzem tego, co się dzieje w gospodarce, jest skorelowany np. z inflacją – im wyższa inflacja, tym wyższy wzrost handlu w internecie. Lech Wałęsa, prezydent RP w latach 1990-95 Jeśli chcemy tworzyć większe struktury, a przecież musimy je tworzyć, to powinniśmy postawić sobie pytanie, które najważniejsze tematy wymagają powiększonych struktur, a które ich nie wymagają? Dla których stosowne są struktury kontynentalne, a dla których już globalne? Gdyby udało się wypunktować te zagadnienia i uzyskać co do nich wstępną zgodę zainteresowanych, łatwiej już byłoby się zastanawiać, jak konkretnie realizować te plany. *** Organizatorem Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach jest Grupa PTWP. W trakcie trzech kongresowych dni, wypełnionych ponad setką sesji tematycznych i licznymi wydarzeniami towarzyszącymi, poruszano tematy istotne dla polskiej, europejskiej i światowej gospodarki. Była to już szósta edycja tej najważniejszej imprezy biznesowej Europy Centralnej. *** Europejski Kongres Gospodarczy (European Economic Congress – EEC) w Katowicach to trzydniowy cykl debat, spotkań i wydarzeń towarzyszących z udziałem sześciu tysięcy gości z Polski, Europy, świata. W blisko 100 sesjach bierze co roku udział kilkuset panelistów, komisarze unijni, premierzy i przedstawiciele rządów państw europejskich, prezesi największych firm, naukowcy i praktycy, decydenci, mający realny wpływ na życie gospodarcze i społeczne. W opiniotwórczym gronie, w formie otwartej debaty publicznej, prowadzone są rozmowy o kwestiach najistotniejszych dla rozwoju Europy. Europejski Kongres Gospodarczy został uznany za forum jednej z najbardziej reprezentatywnych dyskusji o przyszłości Europy. Tezy wystąpień najważniejszych uczestników są często cytowane i szeroko komentowane. Organizatorem Europejskiego Kongresu Gospodarczego, od pierwszej edycji w 2009 roku, jest Grupa PTWP SA. ### Więcej informacji o Europejskim Kongresie Gospodarczym – www.eecpoland.eu Więcej informacji o organizatorze – Grupa PTWP SA – www.ptwp.pl Zapraszamy również: Wirtualne biuro prasowe: http://media.eecpoland.eu/
USA
W Polsce, USA czy Japonii.. niezależnie od kraju i kultury nasze życie osobiste nieustannie przeplata się z zawodowym, a specyfika niektórych profesji nie pozwala oddzielić od siebie tych dwóch dziedzin. Skąd zatem pochodzi termin „work-life balance” i czy w naszym zapracowanym życiu jest na niego miejsce – mówi Mariola Raudo, Recruitment Manager & HR Business Partner Nestlé Polska S.A. Work-life balance – czyli równowaga pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym. Jak było kiedyś, jak jest dziś? – 20 lat temu mieliśmy zupełnie inną motywację oraz argumenty za tym dlaczego i jak powinno się pracować. Polska dopiero zaczynała się rozwijać, a takie firmy, jak Nestlé, pojawiały się na naszym rynku wraz z szeroko pojętym know how. Ówczesne pokolenie uczyło się i zdobywało doświadczenie wraz z ich rozwojem. Osoby dziś rozpoczynające karierę mają zupełnie inny start. Są świetnie wyedukowane i w większości przypadków świadomie wybierają pracodawcę. Kadra menedżerska, która zaczynała wiele lat temu charakteryzuje się znacznie wyższą stabilnością zatrudnienia. Natomiast reprezentanci młodszego pokolenia wciąż poszukują nowych wyzwań, mają dużo więcej możliwości i drogę otwartą na świat. Większy akcent zdają się też kłaść na swoje życie prywatne, na samorealizację również poza firmą. Work-life balance – gdzie go dziś szukać? W kulturze japońskiej największych interesów dokonuje się na spotkaniach towarzyskich z potencjalnymi partnerami biznesowymi. Notabene Japończycy pracują więc po pracy – kosztem czasu, który mogliby poświęcić na rozwijanie prywatnych zainteresowań czy swojej rodzinie. Nie bez powodu japoński słownik bogaty jest w takie terminy, jak: karoshi (śmierć z przepracowania) czy nawet karo-jisatsu (samobójstwo z przepracowania). Dla odmiany Francuzi posiadają 35-godzinny tydzień pracy. A jak jest w Polsce? – Trudno o jednoznaczną ocenę. Są firmy, które przywiązują olbrzymią wagę do tych aspektów i bardzo dbają o utrzymanie standardów tzw. work-life balance. Ale są i takie, które kładą na to mniejszy nacisk – mówi Mariola Raudo i dodaje: – Nestlé posiada wysokie standardy i wypracowane metody angażowania swoich pracowników – tak, by pracowali efektywnie i czerpali z tego satysfakcję. Siłą rzeczy jesteśmy tylko ludźmi i na pełnych obrotach możemy funkcjonować przez określony czas. Każdy z nas potrzebuje odpoczynku, odreagowania. Najlepszy pracownik to taki, który jest zadowolony zarówno z życia zawodowego, jak i prywatnego. Jeśli ma możliwość korzystania i z jednego, i z drugiego, jest zaangażowany oraz zmotywowany. Jeśli któregoś z tych elementów brakuje, zazwyczaj prędzej czy później pojawia się problem. Jak osiągnąć równowagę? – To pytanie, z którym zmaga się dziś wielu ekspertów. Jednak trochę przekornie powiedziałabym, że należałoby zacząć od siebie, od własnej organizacji pracy i umiejętnego zarządzania priorytetami, nie tylko tymi zawodowymi. Jest to ważne o tyle, że proporcje pomiędzy poszczególnymi sferami życia a poziomem satysfakcji każdy ustala sobie sam, według własnego uznania. Wówczas zdecydowanie łatwiej jest nam oceniać świat zewnętrzny zachowując integralność, spójność i wewnętrzny spokój. Rola pracodawcy w równowadze pracownika – Istotna jest otwartość pracodawcy na poszukiwanie możliwości budowania odpowiednich standardów takiej równowagi, identyfikowanie i wdrażanie narzędzi, które tę równowagę wspierają np. elastyczne formy pracy – zarówno pod względem wykorzystania czasu pracy, miejsca, jak i sposobu jej wykonywania. Z pracy z domu, w zadaniowym trybie w wielu firmach często korzystają np. pracujące mamy. Należy jednak pamiętać, że niestety nie zawsze i nie każdy może skorzystać z takiego rozwiązania. Zależne jest to często przede wszystkim od możliwości, ale i potrzeb samego biznesu. Czy są jeszcze inne benefity dla pracowników, które mają wpływ na utrzymanie tej równowagi? – W Nestlé np. oferujemy naszym pracującym rodzicom (mamie bądź tacie) dodatkowy dzień opieki nad dziećmi, nie licząc dni gwarantowanych przez kodeks pracy. Z kolei mamom powracającym z urlopów macierzyńskich proponujemy przez pierwszy miesiąc od powrotu 6-godzinny dzień pracy, zachowując wynagrodzenie liczone jak za 8 godzin. Dostarczamy również naszym pracownikom szereg pomysłów na spędzanie czasu wolnego, np. karty Benefit , Multisport, bilety do kina czy do teatru – dodaje Mariola Raudo. Umiejętność odpowiedniego zarządzania czasem i pracą zaczyna się "od góry"… Czy tej równowagi powinniśmy się uczyć od naszych liderów? – Zdecydowanie tak być powinno. Wśród wielu zadań menedżerów – oprócz osiągania zakładanych celów, angażowania i motywowania swojego zespołu – jest także dawanie przykładu własną postawą, w tym również zarządzanie swoją równowagą pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Dla każdego z nas coś innego może być jednak motywatorem – zauważa Mariola Raudo i dodaje: – Dla mnie, jako pracownika działu rekrutacji, bardzo istotna jest motywacja i zawsze o nią pytam kandydatów do pracy. To wskazówka jak z daną osobą pracować, by czuła się zaangażowana i dowartościowana. W Nestlé przywiązujemy do tego olbrzymią wagę. Czy rekrutowany pracownik pyta dziś o work-life balance? – Wymagania rosną i różnicują się wraz ze świadomością. Nie skłaniałabym się jednak do generalizowania, gdyż każda osoba może mieć inne podejście do pracy. Zauważam jednak pewną zależność, że często jako rodzice nastawiamy swoje dzieci do życia inaczej niż potem oceniamy to u młodych ludzi już jako menedżerowie. A to przecież są ci sami ludzie, którym jako rodzice mówimy: realizuj się, angażuj, ale i wymagaj równowagi, spełniaj swoje marzenia, pielęgnuj swoje zainteresowania, bo masz do tego prawo, a jako menedżerowie często chcemy, aby byli w pełni dyspozycyjni i oddani pracy. Sabbatical to długi urlop do 12 miesięcy, w trakcie którego pracownik może odzyskać równowagę, zrealizować swoje marzenia. Czy wpisuje się w politykę work-life balance? – Już sam fakt, że nazywa się urlopem, jest zgodny z work-life balance. Powinniśmy podchodzić do tego jednak bardzo indywidualnie. Z jednej strony może być to rozwiązanie pozwalające na regenerację sił pracownika, który wróci do pracy z dużym zaangażowaniem i motywacją. Z drugiej jednak strony rok poza biznesem to bardzo długi czas, podczas którego zachodzą liczne zmiany – zarówno w firmie, jak i w życiu oraz podejściu pracownika. Biznes nieustannie ewoluuje – w ciągu dni, tygodni, miesięcy. Dlatego sabbatical to bardzo indywidualna kwestia i nadal bardzo nowatorska w naszym kraju – podkreśla Mariola Raudo. Nasze podejście kluczem do harmonii – To ludzie tworzą firmę i to od nich przede wszystkim zależy atmosfera i podejście do pracy. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że każdy z nas jest inny i nie da się zadowolić wszystkich – niezależnie od zastosowanych rozwiązań. Często też mamy tendencję do przyzwyczajania się do sytuacji zastanych i po pewnym czasie przestajemy dostrzegać i doceniać pozytywne wartości, przyjmując je za coś naturalnego. Dlatego dobrze jest pamiętać, że w celu podtrzymania harmonii, kluczowe jest nasze własne nastawienie do pracy i życia.
Twórca wiodącej obecnie na świecie Teorii Mocy Składowych Fizycznych Prądu (CPC), prof. dr hab. inż. Leszek S. Czarnecki z Uniwersytetu Stanowego w Louisianie w USA odwiedzi naszą politechnikę. 14 czerwca o godz. 10.15 w sali E41 Wydziału Elektrotechniki i Automatyki wygłosi wykład dedykowany teorii CPC. Zapraszamy studentów i wszystkich zainteresowanych! Wstęp wolny. Prof. Leszek S. Czarnecki ukończył Wydział Elektryczny Politechniki Śląskiej. Od roku 1989 do chwili obecnej jest profesorem Uniwersytetu Stanowego w Louisianie w USA. Zajmuje się teorią mocy i właściwościami energetycznymi obwodów z przebiegami niesinusoidalnymi. W najbliższy wtorek wygłosi wykład pt. „Teoria Mocy Składowych Fizycznych Prądów (CPC) w obwodach jednofazowych i niezrównoważonych obwodach trójfazowych z niesinusoidalnymi przebiegami prądu i napięcia”. Tytułowa teoria jest aktualnie wiodącą na świecie. Za opracowanie teorii mocy asymetrycznych układów trójfazowych z przebiegami niesinusoidalnymi i metod kompensacji został w 1996 roku uhonorowany stopniem Fellow of the Institute of Electrical and Electronics Engineers. Nadmienić trzeba, że tytuł Fellow IEEE to wyróżnienie międzynarodowej organizacji inżynierów elektryków i elektroników. Otrzymują je jedynie osoby o wybitnym dorobku w dziedzinie elektroniki, telekomunikacji, technologii informacyjnych, automatyki i robotyki oraz inżynierii elektrycznej. Dla przykładu w Polsce tytułem tym poszczyć się może tylko 10 osób. Więcej: www.lsczar.info
„Wykluczone dzieci” – taki tytuł nosi najnowszy, dziewiąty już raport UNICEF dotyczący sytuacji dzieci w 24 krajach OECD, w tym w Polsce. Raport pokazuje nierówności społeczne wśród dzieci w krajach OECD. Porównuje jaki dystans do pokonania mają najmniej uprzywilejowane dzieci w danym kraju, do tych, znajdujących się na poziomie średniej krajowej. Wskazuje, które państwa radzą sobie najlepiej z zapewnieniem równych szans swoim najmłodszym obywatelom. Aby porównać ze sobą kraje ujęte w raporcie, UNICEF analizuje sytuację dzieci najmniej uprzywilejowanych w trzech obszarach: sytuacji materialnej, edukacji i zdrowiu i pokazuje jaki dystans dzieli je o dzieci znajdujących się na poziomie średniej krajowej. Im niższa wartość, tym mniejsze dysproporcje w poziomie życia dzieci. Takie różnice w poziomie życia dzieci występują w każdym kraju na świecie, gdyż zawsze pewna grupa dzieci plasuje się poniżej średniej. Pytanie jakie stawia UNICEF brzmi „jak daleko poniżej średniej?”, czy jest to jeszcze dystans do pokonania, czy już przepaść nie do przebycia. Kiedy można mówić już nie o nierówności społecznej lecz o niesprawiedliwości? Polska, choć nie wypada najgorzej na tle krajów OECD, ma przed sobą długą drogę do wyrównania szans marginalizowanych dzieci. Choć w podsumowaniu badania znaleźliśmy się w tej samej grupie co Austria, Kanada, Niemcy, Francja i Portugalia, to przyglądając się poszczególnym obszarom nietrudno zauważyć, że w wielu przypadkach od państw z czołowych miejsc w tabelach dzieli nas przepaść. Najlepsze wyniki osiągnęliśmy w obszarze edukacji - plasujemy się na piątej pozycji na 24 badane kraje, dużo gorzej wypadamy jednak w analizach dotyczących sytuacji materialnej – 21 pozycja, oraz postaw pro zdrowotnych dzieci, w szczególności ich aktywności fizycznej (pozycja 20). Zdecydowanie najlepiej w raporcie wypadają kraje skandynawskie: Finlandia i Dania oraz Holandia i Szwajcaria, najgorzej Grecja, Włochy i USA. Więcej informacji UNICEF Polska:Ewa FalkowskaDyrektor ds. Advocacy 22 56 80 [email protected] DulskaKoordynator ds. Komunikacji i Nowych Mediów22 56 80 380, 509 302 [email protected]
Globalny sondaż Reader’s Digest wykazał, że w większości krajów planuje się wydać na nadchodzące święta tyle samo co w zeszłym roku. Polska należy do garstki tych, którzy postanowili zacisnąć pasa. Mimo kryzysu w większości krajów objętych sondażem Reader’s Digest największe grupy respondentów planują wydać na tegoroczne święta Bożego Narodzenia tyle samo co w zeszłym roku. Np. we Francji deklarowało to 69% ankietowanych, w Holandii i Wielkiej Brytanii 58%, a w Niemczech, Hiszpanii i USA – 55%. W Polsce na pytanie „Ile planujesz wydać w te święta?” niemal połowa, 48%, odpowiedziała: mniej niż w zeszłym roku. W ten sposób znaleźliśmy się wśród nielicznych krajów na świecie, gdzie wydatki na święta najpewniej zostaną ograniczone. Podobne prognozy są w Rumunii, Meksyku i na Filipinach. Tylko w trzech krajach respondenci planują przekroczyć zeszłoroczny budżet. Taką deklarację złożyło 45% Rosjan, 43% Chińczyków i 37% Malezyjczyków. Cokolwiek mówiłoby to nam o nastrojach, apetytach, czy tym, jak bardzo jesteśmy zadowoleni z doświadczeń zeszłorocznych świąt, warto pamiętać, że nie tyle liczy się koszt, co intencje. Prezent wybrany po zastanowieniu, co naprawdę może ucieszyć konkretną osobę, jest zawsze wspaniały i nie musi kosztować fortuny. A najbardziej wykwintne potrawy i stroiki nie zastąpią ciepłej, serdecznej atmosfery. Biorąc pod uwagę wyniki sondażu Reader’s Digest, to pocieszające. Bo jeśli naprawdę wydamy w te święta mniej, to wcale nie znaczy, że będą one mniej udane czy radosne. Wystarczy się tylko trochę postarać – podsumowuje Anna Esden-Tempska, readaktor naczelna polskiego wydania miesięcznika Reader’s Digest. Miesięcznik Reader’s Digest to najpopularniejszy magazyn na świecie, który co miesiąc trafia do niemal 80 milionów czytelników. Ukazuje się w 50 wydaniach i 21 językach. To magazyn o różnorodnej tematyce – od zdrowia, ekologii, po egzotyczne podróże i pasjonujące historie z życia. Wydawnictwo Reader’s Digest jest częścią The Reader’s Digest Association, Inc. (www.rd.com), światowego wydawnictwa, które jest liderem marketingu bezpośredniego i tworzy książki, nagrania muzyki, wideo i publikacje w Internecie. Więcej informacji znaleźć można na stronie polskiej edycji www.digest.pl
Niewiele osób wie, że wraz z końcem Dnia Dziękczynienia, który w tym roku obchodzony będzie 27 listopada, dla Amerykanów wcale nie kończy się świętowanie. Kolejny dzień, znany jako „czarny piątek” (Black Friday), to prawdziwe święto zakupowiczów. Wtedy bowiem rozpoczyna się w USA sezon tradycyjnych bożonarodzeniowych zakupów i ogromnych wyprzedaży. Przeceny są tak duże, że na wiele godzin przed otwarciem ludzie koczują pod sklepami w kilometrowych kolejkach, które nam, Polakom, kojarzą się raczej z poprzednią epoką. Kiedy otwierają się drzwi domów handlowych, a dzieje się to nierzadko już w okolicach północy, tłum wpada do środka i rozpoczyna się regularna bitwa, bo taniej można kupić prawie wszystko, a towaru nie wystarczy dla każdego. Zdarzają się omdlenia, stratowania (w zeszłym roku jeden ze sprzedawców domu handlowego Wal-Mart zginął stratowany przez napierający tłum), bójki, wzywana jest policja. A wszystko na żywo relacjonują i komentują dziennikarze. Można by powiedzieć: prawdziwy dziki zachód! Black Friday to określenie z policyjnej kartoteki odnoszące się do lat 60. XX wieku, kiedy to w Filadelfii właśnie tego dnia sklepy przeżywały prawdziwe oblężenie, a miasto – paraliż komunikacyjny. Znajoma Amerykanka mieszkająca na przedmieściach spędza Święto Dziękczynienia w hotelu w centrum tylko dlatego, żeby rano pędzić do sklepów i zająć lepsze miejsce pod drzwiami marketów – opowiada Anna, która od niedawna mieszka w USA i jeszcze na „czarny piątek” patrzy ze zdumieniem. Należy dodać, że Święto Dziękczynienia postrzegane jest jako wyznacznik tożsamości narodowej Amerykanów, dlatego tym bardziej dziwi pomysł, że można by dzień ten spędzić w hotelu, z którego bliżej jest do sklepów. Na polskim gruncie wydaje się to mało realne. Świąteczna kolacja w hotelu to nie wszystko: mimo że nie jest to oficjalne święto, niektóre firmy dają pracownikom tego dnia wolne, aby ci mogli „świętować”. Paranoja? Nie, Ameryka... Miliony kupują za biliony W trakcie zeszłorocznego weekendu po Święcie Dziękczynienia do sklepów zawitało 172 mln Amerykanów, którzy średnio na osobę wydali ponad 370 dol. – a i tak był to najgorszy od dziesięcioleci „czarny piątek”, bowiem kryzys finansowy już trwał. Jak będzie w tym roku?Z sondażu National Retail Federation wynika, że 134 mln Amerykanów deklaruje choćby chęć odwiedzenia sklepów w czasie nadchodzącego weekendu – w zeszłym roku podobną deklarację złożyło 128 mln osób. 57 mln mieszkańców USA już zdecydowało się na zakupy, 77 milionów ostateczną decyzję podejmie po zapoznaniu się z ofertą sprzedawców. Największy tłum odwiedzi sklepy z elektroniką, odzieżą i żywnością. Handlowcy są już gotowi na weekendowy najazd klientów. Przewidują wzrost sprzedaży na poziomie 1-2 proc. Tegoroczny „czarny piątek” ciekawi tym bardziej, że będzie to znaczący sygnał dla świata, informujący, czy Ameryka dźwiga się już powoli z kryzysu, czy ludzie odczuli stabilizację finansową i chcą wydawać pieniądze. W Polsce mamy SALE W Polsce sezon wyprzedaży zaczyna się dopiero po świętach. Sklepy przeceniają wtedy towar, którego nie zdołały pozbyć się w listopadzie i grudniu, można taniej kupić coś dla siebie (wcześniej kupowaliśmy dla najbliższych), a nierzadko także wymienić nieudany prezent na coś, co nam przypadnie do gustu. Sytuacje takie jak w domu handlowym Wal-Mart w naszym kraju zdarzają się bardzo rzadko. Przed kilkoma laty podczas otwarcia dużych sklepów handlujących sprzętem AGD i RTV media donosiły o koczujących pod drzwiami klientach, wyścigach pomiędzy regałami i wyrywaniu sobie towaru z rąk, ale ostatnimi czasy doniesienia te stanowczo ucichły.Nie można jednak być ignorantem i nie zauważyć, że moda na wyprzedaże zatacza także i w naszym kraju coraz większe kręgi. Witryny sklepów na kilka tygodni w roku zostają zaklejone wielkimi cyframi oznaczającymi wysokość obniżek cen, a i sprzedawcy dziwnym trafem zapominają wtedy o polskim określeniu „wyprzedaż”, „okazja”, „obniżki” i zamiast tego z każdej wystawy krzyczą do nas, że mają dla nas jakieś SALE. Jak widać, Ameryka puka do naszych drzwi.Czy można żyć bez kupowania?Na szczęście w opozycji do trendu masowego kupowania słychać przeciwstawny głos. To wypowiadają się aktywiści propagujący niekonsumpcyjny styl życia. Międzynarodowy Dzień bez Zakupów - bo o nim mowa – przypada zaraz po amerykańskim „czarnym piątku”, a wywodzi się z Kanady. Zapoczątkowany został w 1992 roku przez pracownika reklamy, Teda Dave'a, którego słynne hasło „Już dosyć!” było odpowiedzią na wszechobecne w mediach i na ulicach namawianie do kupowania i przekonywanie, że dany towar to właśnie to, czego potrzebujemy do szczęścia. Do antykonsumpcyjnego głosu dołączyło już wiele krajów, m.in. Australia, Belgia, Kanada, Francja, Niemcy, Holandia, Nowa Zelandia, Irlandia Północna, Norwegia, Słowenia, Wielka Brytania i... Stany Zjednoczone. Program Narodów Zjednoczonych do spraw Rozwoju poinformował, że 20 proc. ludności świata konsumuje ponad 85 proc. bogactw naturalnych Ziemi, czym powoduje ogromne szkody dla środowiska i nierówną dystrybucję bogactwa na świecie.Uczestnicz poprzez nieuczestnictwo „Dzień bez kupowania” w tym roku przypada już 28 listopada. Organizacje społeczne tego właśnie dnia organizują spotkania, happeningi, demonstracje (np. inscenizowane procesy sądowe za kupowanie), chcąc zwrócić uwagę na konieczność rozwijania świadomości konsumpcyjnej i niepoddawania się ogłupiającemu apelowi sprzedawców.A jak samemu przyłączyć się do tej akcji? W bardzo prosty sposób – wystarczy przez 24 godziny powstrzymać się od kupowania. Zamiast wycieczki do galerii handlowej po kolejny zbędny przedmiot, spędźmy czas z rodziną i przyjaciółmi. Dla każdego z nas może być to osobisty eksperyment bądź publiczna deklaracja.Przypomnijmy, że z tegorocznego badania przeprowadzonego przez Deloitte wynika, że „Polscy konsumenci są optymistycznie nastawieni do tegorocznych zakupów przedświątecznych. Aż 61% Polaków deklaruje, że wyda na nie tyle samo lub więcej niż w ubiegłym roku. Przeciętna polska rodzina planuje w tym roku wydać na święta około 1500 złotych, z czego blisko połowę na prezenty dla najbliższych.” A tymczasem już w poniedziałek, 30 listopada, Amerykanie obchodzą dzień zakupów w sklepach internetowych, tzw. Cyber Monday...Katarzyna WaśBankier.pl ---Więcej informacji: Katarzyna Waś Redaktor [email protected],ul. Kościuszki 29, 50-011 WrocławTel: (71) 372 30 52 wew. 51
Kto dyktuje ceny nieruchomości? Teoretycznie odpowiedź powinna brzmieć: klient. Czy jednak pojawiające się w mediach informacje o średnich cenach to nie efekt oczekiwań klientów, a ogłoszeń wystawianych przez pośredników nieruchomości? Czy w takim przypadku wciąż można mówić o jakichkolwiek średnich cenach i wykorzystywać je w analizach? Ceny mieszkań od kilku miesięcy nieprzerwanie idą w dół. Patrząc na rozwój sytuacji na rynku pracy, a przede wszystkim na coraz większą niechęć banków do udzielania kredytów hipotecznych, można stwierdzić, że spadki będą trwać jeszcze wiele miesięcy. Czy to jednak możliwe, że nie widzimy pełnego obrazu sytuacji, tylko cały czas obserwujemy wirtualną rzeczywistość serwowaną nam przez agencje pośrednictwa nieruchomości? Jak się bowiem okazuje, większość informacji o cenach ofertowych powstaje na podstawie ogłoszeń dodawanych nie przez samych klientów, a przez agentów nieruchomości!Polski rynek nieruchomości jest bardzo młody. Można powiedzieć, że rozwinął się w pełni dopiero po 2004 roku. Do tego momentu tylko nieliczni zaciągali kredyty hipoteczne, trudno też mówić o historii, na podstawie której można by wskazać rynkowe trendy. O ile na dojrzałych rynkach analizą rynku nieruchomości zajmują się, poza największymi bankami, wyspecjalizowane firmy lub agencje rządowe, tak w Polsce nawet Komisja Nadzoru Finansowego, oceniając polski rynek nieruchomości, musi korzystać z nieaudytowanych danych jednego z doradców finansowych. Okazuje się bowiem, że w naszym kraju nikt nie publikuje zbiorczych danych na temat cen transakcyjnych obejmujących przynajmniej większość rynku. To, co pojawia się w mediach, to średnia cena ofertowa, ustalana w przeważającej większości nie przez klientów, a przez... agencje nieruchomości. To one dyktują ceny, które następnie pojawiają się w mediach.Bezkrytyczne powielanie cen marzeńMedia podają swoim czytelnikom przede wszystkim ceny ofertowe, które reprezentują cenę marzeń sprzedającego i które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. To nie jedyny zarzut w stosunku do tak prezentowanych danych. Kolejnym mankamentem jest fakt istotnych różnic w cenach podawanych przez poszczególne serwisy. Czy to możliwe, żeby w tym samym mieście średnia cena ofertowa różniła się w tym samym miesiącu o 9 procent? Wydawałoby się, że średnia cena, to cena średnia. A jednak. Nawet takie różnice występują w przypadku cen podawanych przez dwa najaktywniejsze portale ogłoszeniowe. Co ciekawe, współpracują one też z największymi doradcami finansowymi. Pikanterii dodaje fakt, że różnica pomiędzy średnią ceną ofertową a transakcyjną dla klientów jednego z nich w marcu wynosiła blisko 20 procent. Chociaż tak duża różnica to między innymi wynik stosowania średniej arytmetycznej i mediany, ale trudno znaleźć informacje o tym chociażby w publikowanych przez te podmioty analizach. W marcu średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie wynosiła w zależności od firmy publikującej dane: 9191 zł, 8433 zł i 7688 zł. Trzy różne ceny dla tego samego miasta... Również najnowsze dane z kwietnia pokazują, że nie ma szans na stworzenie wiarygodnej średniej. Z podawanych w mediach informacji średnia dla stolicy to odpowiednio 8853 zł, 8300 zł i 7755 zł.Jeśli spojrzeć na to z punktu widzenia osoby zaciągającej kredyt, to przy mieszkaniu za 500 tysięcy, przy 20 procentach różnicy w cenie, mowa o różnicy 100 tysięcy złotych, W przypadku przeciętnego warszawiaka oznacza to pracę na ekstra zarobek sprzedawcy przez kolejne 3 lata, nie odkładając dla siebie z całej pensji ani złotówki! To nie wszystko. Do tego należy przecież doliczyć dodatkowe przychody dla banku w postaci około 140 tysięcy złotych odsetek przez kolejne 30 lat. Te pieniądze mogłyby w tym czasie być przeznaczone nie na ratę kredytu, na drobne przyjemności czy chociażby odłożone na przyszłą emeryturę. Dlatego czytając o tym, że kupowanie mieszkania właśnie teraz jest najlepszą inwestycją, a za miesiąc będzie już po promocjach, należy zawsze brać pod uwagę takie obliczenia. Warto również pamiętać o ryzyku związanym z „łapaniem spadającego noża”.Medialny punkt odniesienia tworzy wirtualną rzeczywistośćWysokie ceny ofertowe nie biorą się same z siebie. Stanowią punkt odniesienia dla wszystkich uczestników rynku – zarówno deweloperów, jak i kupujących i sprzedających na rynku wtórnym. Ci ostatni wystawiając swoje mieszkanie, sprawdzają ile wynosi cena podobnych lokali w okolicy. Kupujący, mając punkt odniesienia w postaci ceny żądanej za podobne mieszkania, mają świadomość, że maksymalne obniżki wynoszą na przykład 10 procent i tyle właśnie mniej więcej obecnie negocjują. Także dla deweloperów jest to obok ceny metra wyznaczonej w programie „Rodzina na swoim” pewien pułap odniesienia przy wycenie swoich inwestycji. Z całą pewnością nie jest to koszt wybudowania metra, który jest kilkadziesiąt procent niższy od cen transakcyjnych. A brak tych ostatnich, zbieranych i ogłaszanych przez niezależne instytucje, nie stojące po żadnej stronie rynku, to pięta achillesowa polskiego rynku. Efekt? Procentowy wzrost cen nieruchomości, który można było obserwować w USA przez ostatnie 15 lat, w Polsce zajął niecałe 4 lata. Akceptacja wysokich cen to nie tylko polska przypadłość. Globalizacja i łatwy przepływ kapitału sprawiły, że ceny nieruchomości rosły w zawrotnym tempie na całym świecie. Nie brakuje przecież i Polaków, którzy kupowali „apartamenty” w Bułgarii czy Egipcie, licząc na szybki zarobek i przyczyniając się tym samym do pompowania bańki na tamtych rynkach. Jak to się jednak dzieje, że praktycznie wszystkie statystyki pokazują, że ceny ofertowe stoją w miejscu, a nawet czasami lekko idą w górę?Pośrednicy ustalają cenęUważna analiza ogłoszeń w internecie pomoże dostarczyć odpowiedzi. To nie żaden cud czy silne postanowienie właścicieli mieszkań, którzy upierają się, żeby nie rezygnować z wirtualnych milionów. Jak się okazuje, na największych rynkach, nawet ponad 90 procent wszystkich ofert, które znajdziemy w najpopularniejszych serwisach ogłoszeniowych, to... oferty agencji nieruchomości. To one, a nie bezpośrednio sprzedawcy dyktują medialne przeświadczenie o wysokości i stabilności cen na rynku wtórnym. Ciekawa jest zależność, że ceny odbiegające od średniej wyznaczanej przez agencje, to zazwyczaj oferta sprzedaży bezpośredniej. Patrząc jednak na liczbę ogłoszeń agencyjnych, nie dziwi fakt, że ceny stoją w miejscu. Są one sztucznie podtrzymywane na wysokim poziomie.Stąd właśnie niewiarygodnie wysoka różnica pomiędzy cenami ofertowymi a transakcyjnymi z tego samego miesiąca, z tego samego miasta! W interesie pośredników jest przecież utrzymywanie wysokich cen ofertowych i ewentualna ich obniżka w czasie negocjacji. W taki też sposób firmy te tłumaczą strategię swoim klientom, w których imieniu działają. Jest to o tyle łatwiejsze, że sprzedający mieszkania zarówno w internecie (skąd czerpią w większości wiedzę na temat obowiązujących cen), jak i w mediach (które publikują dane z tego samego źródła) widzą wysokie, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością ceny. To również na ich podstawie ustalają ceny klienci sprzedający mieszkanie bez pośredników. Swoją ofertę odnoszą do ceny „rynkowej”.Procentowy udział ogłoszeń pochodzących od pośredników nieruchomości w poszczególnych miastach w 3 największych serwisach ogłoszeniowych* Serwis A Serwis B Serwis C Warszawa 73% 96% 87% Kraków 90% 100% 90% Wrocław 80% 100% 96% * Analiza obejmowała pierwszych 50 ogłoszeń w danym mieście dostępnych na serwisie 14 maja 2009Chociaż utrzymanie wysokich cen mieszkań jest w interesie agencji nieruchomości, to trudno oczywiście mówić o jakiejś celowej czy skoordynowanej akcji wszystkich firm. Każda z nich działa przecież na własny rachunek. Tak czy inaczej, efekty takiej samej strategii zaciemniają rzeczywisty obraz rynku, a na tej podstawie powstają błędne analizy. Jeszcze kilka miesięcy temu słyszeliśmy, że najlepszym okresem do kupna jest I kwartał tego roku. Jak widać deweloperzy cały czas ogłaszają kolejne obniżki cen, nie przestają budować, na rynku wtórnym przybywa ofert, a ceny idą cały czas w dół. Warto o tym pamiętać, kiedy kolejny raz przeczytamy o świetnej okazji zakupu wciąż drogiego mieszkania, za kredyt z wyjątkowo wysoką marżą. Również w przypadku, kiedy będzie się nam wmawiało, że najlepsze mieszkania bezpowrotnie znikną i zostaną te o najgorszym rozkładzie i na parterze. Dziwnym trafem deweloperzy w pierwszym rzędzie wyprzedają obecnie właśnie takie lokale. Paradoks?Pamiętajmy, że chociaż nie widzimy pieniędzy z kredytu i są one zazwyczaj tylko cyferkami na potwierdzeniu przelewu, to jest to realny dług, który trzeba będzie odpracować z odsetkami. Skoro jeden mit padł i okazało się, że mieszkania mogą tanieć, warto dwa razy się zastanowić, czy nie poczekać na przykład jeszcze 3 miesiące, zamiast przez kolejne 360 zastanawiać się nad słusznością swojej decyzji. Lepiej nie łapać gołą ręką spadającego noża. Warto zatem krytycznie podchodzić do pojawiających się cen, pamiętając, kto je najczęściej wyznacza. Trzeba pamiętać chociażby o tym, że taka cena zawiera na przykład wliczoną prowizję agencji (ponad 5 procent) i przynajmniej kilka procent rabatu dla kupującego. Rynek postawiony na głowieCeny nieruchomości w Polsce bardzo szybko osiągnęły abstrakcyjny pułap, przynajmniej biorąc pod uwagę zawartość naszych kieszeni. Nikt nie zastanawia się, dlaczego na Zachodzie przez dziesięciolecia podstawowy kredyt w ofercie przyznawano na 20 lat z wymaganym kilkudziesięcioprocentowym wkładem własnym. Nikt już nie wspomina, że przez całe dziesięciolecia wartość nieruchomości rosła wg wskaźnika inflacji plus 2-3 punkty procentowe. Nawet w dobie największego kredytowego szaleństwa, banki wymagały dla najlepszych ofert wkładu własnego i nie udzielały takich kredytów na więcej niż 30 lat. Do tego zazwyczaj oferowano oprocentowanie o stałej stopie procentowej, przynajmniej przez kilka pierwszych lat. Kredyty na dłuższy okres, na 100 i więcej procent wartości nieruchomości o zmiennym oprocentowaniu, były zarezerwowane dla bardziej ryzykownych klientów. W USA na przykład wszystkie kredyty sub-prime miały właśnie takie warunki. Największym „sukcesem” obecnej bańki jest deprecjacja wartości pieniędzy. Polacy łatwo zaakceptowali to, że swoje mieszkania będą spłacać często ponad 30 lat i płacą za nie kwoty, których fizycznie nawet w małej części nie widzieli i prawdopodobnie nie zobaczą na oczy. Również łatwo przyjęli fakt, że bez żadnych powodów, poza jednym – że będzie drożej, cena mieszkania w ciągu 2 lat może wzrosnąć więcej niż dwukrotnie. Jeśli popatrzymy na praprzyczyny obecnego kryzysu finansowego, to właśnie taka postawa miała wpływ na wszystkie obecne wydarzenia. Wiele państw, firm i gospodarstw domowych z niedowierzaniem patrzy teraz na koszty życia na kredyt. Tak właśnie kończą się wszystkie spekulacyjne bańki. Na pocieszenie można tylko powiedzieć, że to nie pierwsza taka sytuacja w historii. Niestety również nie ostatnia. Michał Macierzyński, Bankier.pl
Rozwiązanie firmy Ericsson ukryte w skrzynce o rozmiarach 50x50 zapewnia dostęp do sieci szerokopasmowej oraz dostarczenie szeregu atrakcyjnych usług m.in. IPTV dla 12-24 odbiorców w jednej lokalizacji. Ericsson EDA 1200 - EDA RSC24c jest małą szafką, którą operator telekomunikacyjny może zamontować w budynku. Produkt ten jest częścią kompleksowego rozwiązania IPTV Network Infrastructure. Badania Ericsson Consumer Lab na wybranych rynkach europejskich i USA wskazują, że przeciętne gospodarstwo domowe korzysta z siedmiu różnych ekranów. Szerokopasmowy internet jest niezbędny w celu dostarczenia do nich multimedialnych treści. Rosnące zainteresowanie uslugami IPTV oraz innymi serwisami osiąganymi w domu utwierdza operatorów telekomunikacyjnych o konieczności dostarczania usług opartych o szerokopasmowe sieci stałe. Ericsson proponuje operatorom kompleksowe rozwiązanie IPTV Network Infrastructure, jako sposób na sprostanie coraz większym zapotrzebowaniom rynku. Ericsson EDA 1200 - EDA RSC24c jest jednym z elementów tego rozwiązania. Przepustowość łącza realizowana przez to rozwiązanie pozwala na równoczesne korzystanie z wielu usług i urządzeń. W tym samym czasie przeciętna rodzina może korzystać z pojedynczego łącza bez straty na jakości usług, które są uruchomione. Dla przykładu podczas, gdy dzieci używają aplikacji i gier on-line, mama może jednocześnie sprawdzać nowe przepisy kucharskie w Internecie i rozmawiać z przyjaciółką, a tata korzystając z łącza może w tym samym czasie oglądać ulubiony program telewizyjny i nagrywać film, który jest dostępny na innym kanale. Z punktu widzenia operatora telekomunikacyjnego instalowanie węzłów dostępowych bliżej użytkowników końcowych oznacza wzrost liczby punktów dostępowych VDSL2, co ułatawia rozbudowę sieci i oferowanie nowych usług np. telewizja wysokiej rozdzielczości. Jest to rozwiązanie w pełni skalowalne umożliwiające dostarczenie szerokopasmowego łącza (dziesiątki Mb/s) zarówno do mieszkańców małego osiedla, jaki i dużych grup użytkowników. Ericsson EDA 1200 - EDA RSC24c spełnia wymagania dla sprzętu instalowanego w lokalizacjach niezabezpieczonych przed wpływem warunków atmosferycznych. Obudowa sprzętu zapewnia niskie kosztowo, wysoce elastyczne i bardzo skalowalne rozwiązanie. Ponadto rozwiązanie EDA RSC24c używa bezprośredniego chłodzenia powietrzem zamiast tradycyjnej jednostki wymieniającej powietrze. Oznacza to całkowity brak ogłuszającego szumu, oszczędności kosztowe sięgające 35% w porównaniu do tradycyjnych rozwiązań oraz łatwiejsze utrzymanie sprzętu. Rozwiązanie Ericsson EDA 1200 - EDA RSC24c może być montowane zarówno na ścianie, jak i na podłożu. Ericsson jest wiodącym na świecie dostawcą usług i serwisów dla operatorów telekomunikacyjnych. Będąc liderem rynku technologii komórkowych 2G i 3G, dostarcza usługi komunikacyjne i zarządza sieciami, które służą ponad 195 milionom użytkowników. Portfolio firmy zawiera infrastrukturę sieci stałych i mobilnych, Internet szerokopasmowy oraz rozwiązania multimedialne dla operatorów, firm i deweloperów. Spółka Sony Ericsson zapewnia konsumentom spersonalizowane telefony komórkowe. Ericsson realizuje wizję „komunikacji dla wszystkich" poprzez innowacje, technologie i zrównoważone rozwiązania biznesowe. Firma jest obecna w 185 krajach, w 2007 roku ponad 70.000 pracowników wygenerowało dochód wysokości 27,9 miliardów USD (189 miliardów SEK). Założona w 1876 roku z siedzibą w Sztokholmie w Szwecji, firma Ericsson jest obecna na giełdach Sztokholmu i NASDAQ.
250 młodych biotechnologów pracujących w kołach naukowych najlepszych uczelni wyższych z całej Polski, spotka się w Gdańsku w najbliższy weekend, 21–23 listopada. Podzielą się doświadczeniami, opowiedzą o metodach pracy i osiągnięciach w walce z zagrożeniami czyhającymi na współczesnego człowieka – najbardziej złośliwymi mikroorganizmami - wirusami, patogennymi bakteriami i grzybami oraz komórkami nowotworowymi. Mowa będzie również o wykorzystaniu mikroorganizmów dla dobra człowieka, na przykład w leczeniu źle gojących się ran, a także w przemyśle piekarniczym, piwowarskim, gorzelniczym i winiarskim. Najlepsza studencka prezentacja zostanie wyróżniona nagrodą specjalną w wysokości 3 tysięcy złotych, a jej fundatorem jest wybitny biotechnolog i genetyk, prof. onkologii Uniwersytetu Wisconsin w Madison w USA - Wacław Szybalski. Politechnika Gdańska jest w tym roku gospodarzem dziesiątego już Ogólnopolskiego Akademickiego Seminarium Studentów Biotechnologii. Spotkanie potrwa trzy dni. Przewidziano 19 zajęć praktycznych i 43 wykłady. Poza wystąpieniami studentów, referaty wygłoszą także wybitni specjaliści.Zapał młodych biotechnologów, pracujących w Gdańsku definiuje maksyma Alberta Einsteina, która stała się hasłem promocyjnym konferencji: „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić... i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da i on właśnie to robi”. A gdyby zapytać, czym się zajmują na co dzień odpowiadają, że stale szukają sposobów na pokonanie drobnoustrojów zagrażających człowiekowi. I nie jest to już nieśmiała partyzantka, polegająca na ślepym poszukiwaniu czułych miejsc przeciwnika, a przemyślana i skuteczna batalia. Ta wojna oczywiście rozgrywa się w uczelnianych laboratoriach, jest wynikiem niezliczonych doświadczeń, obliczeń, analiz. – Nasza praca polega przede wszystkim na badaniu właściwości mikroorganizmów patogennych i ich oporności na znane obecnie leki – tłumaczy Karolina Stojowska, doktorantka biotechnologii. Współpraca z ośrodkami medycznymi, np. Zakładem Bakteriologii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 1 Akademickiego Centrum Klinicznego Akademii Medycznej w Gdańsku umożliwia, przy zastosowaniu specjalnie do tego celu stworzonych testów genetycznych, analizować sytuację epidemiologiczną, charakterystykę występowania mikroorganizmów patogennych i poznać ich drogi rozprzestrzeniania się.Przez wieki bowiem nieznajomość możliwości „wroga” była największym problemem uczonych. – Współczesna biotechnologia, czerpiąc pełnymi garściami z osiągnięć inżynierii genetycznej i biologii molekularnej, pozwala na produkcję takich preparatów leczniczych, o których kilkadziesiąt lat temu nawet nam się nie śniło: wysoce specyficznych w działaniu, skutecznych i tańszych w produkcji, niż przy użyciu klasycznych metod syntezy chemicznej – dopowiada Tomasz Laskowski, student IV roku biotechnologii. Seminarium rozpocznie się w piątek, 21 listopada, o godz. 15 w Auli Politechniki Gdańskiej. Na sobotę i niedzielę przeniesie się do Audytorium Novum PG. Co, gdzie, kiedy?21 listopada, godz. 15, Aula Politechniki GdańskiejWykłady inauguracyjnegodz. 15.15–16.00 – Rośliny jako źródło preparatów biotechnologicznych i biofarmaceutyków, prof. dr hab. Ewa Łojkowska, dziekan Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG i AMGgodz. 16–16.45 – Współczesna genetyka sądowa, prof. dr hab. Ryszard Pawłowski, Akademia Medyczna w Gdańskugodz. 17–17.45 – DNA środowiskowe – co można z tym zrobić?, prof. dr hab. Józef Kur, Politechnika Gdańskagodz. 17.45 rozpoczną się prezentacje naukowych kół studenckich, które będą się odbywały także w sobotę i niedzielę. Szczegółowy program na stronie internetowej: www.ksbpg.pl lub www.assb.pl 22–23 listopada, Audytorium Novum Politechniki Gdańskiej; sobota w godz. 8.00–19.00, niedziela w godz. 8.00–13.40; godz. 14.35 – ogłoszenie wyników studenckiego konkursu Kontakt prof. Józef Kur, opiekun koła naukowego studentów biotechnologiitel. 0-58/347 23 02, e-mail: [email protected], [email protected] Mikrobiologii, budynek B Wydziału Chemicznego, pokój 215 A Grzegorz Gorczyca, Koło Studentów Biotechnologiitel. + 48 668 425 868 Prof. Wacław Szybalski zaraz po wojnie zorganizował na Politechnice Gdańskiej Katedrę Środków Spożywczych, w roku 1949 obronił tutaj tytuł doktora nauk chemicznych, a następnie wyjechał do Kopenhagi, by pracować nad genetyką drożdży u profesora Øjvind Winge’a w laboratorium Carlsberga w Kopenhadze. Następnie przeniósł się do USA do sławnego laboratorium w Cold Spring Harbor (1951-1955), a potem podjął pracę w Instytucie Mikrobiologii Uniwersytetu w New Brunswick u noblisty, prof. Selmana Abrahama Waksmana. W latach 1960-2003 pracował w Uniwersytecie Wisconsin w Madison w USA. Ciekawostką jest fakt, że prof. Wacław Szybalski bywał też doradcą naukowym prezydenta Jimmy’ego Cartera, udzielał również konsultacji naukowych papieżowi Janowi Pawłowi II.
Siedem ekranów przeciętnego gospodarstwa domowego oczekuje na rozwiązania usług mobilnych. Ericsson Consumer Lab twierdzi że telewizja mobilna będzie najpopularniejszym serwisem multimedialnym. Ericsson Consumer Lab ogłosił wyniki badań przeprowadzonych w 2007/2008 na wybranych rynkach europejskich i USA. Wyniki potwierdzają zainteresowanie użytkowników końcowych rozwiązaniami mobilnej telewizji i IPTV. Ericsson Consumer Lab sprawdził, że w domach użytkowników Internetu na podłączenie do sieci oczekuje średnio siedem ekranów - są to ekrany komputerowe, telewizyjne, wyświetlacze odtwarzaczy MP3 czy ekrany telefonów komórkowych. Mobile TV, aplikacja najbardziej pożądana przez użytkowników, to telewizja i video na żądanie oraz nagrywanie filmów. W Polsce Ericsson wdraża u operatorów rozwiązania pozwalające na pełną usługę telewizji mobilnej. Jednakże dotychczas dostępne są jedynie usługi tradycyjnej telewizji w komórce. Telewizja na żądanie oraz podcast są znane odbiorcom w USA, aż 22% użytkowników amerykańskich zaznajomionych z tą technologią chciałoby korzystać z niej w większym stopniu. Szacuje się, że obecnie 3% posiadaczy telefonów komórkowych w badanych krajach korzysta z aplikacji Mobile TV. Procent zainteresowanych Mobile TV sięga 30% na rynkach brytyjskim i szwedzkim. Mobile TV to znacznie więcej niż tradycyjna telewizja dostosowana do małego ekranu. Aplikacja jest spersonalizowana, interaktywna i można dzięki niej oglądać cokolwiek się zapragnie, bez względu na czas, miejsce czy urządzenie. Te cechy uzupełnione o łatwość obsługi, szybkie przełączanie programów i reklamę skierowaną do konkretnego odbiorcy, powoduję, że usługa zwiększa lojalność użytkownika do usługi i do operatora. Mobile TV to także portfolio, które wychodzi ponad standardowe usługi głosowe. Zawiera usługi takie jak video na żądanie czy przeglądanie stron internetowych. Respondenci, których zapytano o zainteresowanie korzystaniem z szerokopasmowego mobilnego Internetu skorzystaliby z niego w domu (80%), w miejscach publicznych(65%) czy w czasie podróży (63%). Już ponad 170 operatorów na świecie uruchomiło komercyjnie usługi mobilnej telewizji i wideo. Ponad 60 z nich wykorzystało do tego rozwiązania firmy Ericsson. Do końca 2011 roku telewizję za pośrednictwem komórki będzie oglądać niemal pół miliarda osób na całym świecie.Z badań przeprowadzonych przez firmę Ericsson wynika, że klienci spodziewają się od Mobile TV znacznie więcej, niż przeniesienia oferty za pośrednictwem komórki. Są skłonni płacić od 10 do 15 euro miesięcznie. To ogromna szansa dla operatorów i nadawców, którzy mogą dodatkowo zwielokrotnić przychody z mobilnej telewizji, wprowadzając opłaty za kontent, reklamę tradycyjnej telewizji na mały ekran. Za korzystanie z nowych możliwości, opłaty za konkursy i głosowania, a nawet wirtualne zakupy. Badania przeprowadził Ericsson Consumer Lab w roku 2007/2008 w Wielkiej Brytanii, Szwecji, Niemczech, we Włoszech oraz USA. Ericsson jest wiodącym na świecie dostawcą usług i serwisów dla operatorów telekomunikacyjnych. Będąc liderem rynku technologii komórkowych 2G i 3G, dostarcza usługi komunikacyjne i zarządza sieciami, które służą ponad 195 milionom użytkowników. Portfolio firmy zawiera infrastrukturę sieci stałych i mobilnych, Internet szerokopasmowy oraz rozwiązania multimedialne dla operatorów, firm i deweloperów. Spółka Sony Ericsson zapewnia konsumentom spersonalizowane telefony komórkowe. Ericsson realizuje wizję „komunikacji dla wszystkich" poprzez innowacje, technologie i zrównoważone rozwiązania biznesowe. Firma jest obecna w 185 krajach, w 2007 roku ponad 70.000 pracowników wygenerowało dochód wysokości 27,9 miliardów USD (189 miliardów SEK). Założona w 1876 roku z siedzibą w Sztokholmie w Szwecji, firma Ericsson jest obecna na giełdach Sztokholmu i NASDAQ.
Senior.pl to pierwszy polski portal tworzony w całości z myślą o dojrzałych osobach. Serwis powstał jako odpowiedź na potrzeby internautów w wieku 50 i więcej lat. Wraz ze wzrostem średniej wieku społeczeństw, rośnie także liczba Seniorów używających internetu i poszukujących w globalnej sieci informacji, pomocy czy kontaktów z innymi ludźmi. Seniorzy w ciągu ostatnich kilku lat stali się znaczącą i ważną częścią internetowej społeczności. Na całym świecie powstaje coraz więcej serwisów przeznaczonych dla osób, które mając ponad 50 lat, pozostają aktywne i ciekawe świata. Również młodsze osoby chętnie korzystają z internetowych zasobów, by znaleźć odpowiedź na pytania dotyczące opieki nad starszymi członkami rodziny czy zapewnienia im jak najwyższej jakości życia. Pojawia się także coraz więcej serwisów społecznościowych, przygotowywanych przez i dla Seniorów. Jak pokazuje przykład jednej z najbardziej rozwiniętych gospodarek świata - amerykańskiej - Seniorzy potrafią bardzo dobrze znaleźć się w wirtualnym świecie. Ponad połowa amerykańskich Seniorów regularnie korzysta z Internetu. Z komputera korzystają we własnym domu (blisko 40 procent ma w domu komputer) lub w domach opieki i popularnych w USA centrach seniorów. "Zinternetyzowani" amerykańscy Seniorzy statystycznie są częściej żonaci, lepiej wykształceni i mają wyższe emerytury od ich „off-line’owych” kolegów. W Polsce pozycja Seniorów w Internecie nie jest oczywiście tak mocna jak w USA, jednak dane demograficzne wskazują na bardzo widoczne trendy - Seniorów w polskim społeczeństwie będzie przybywało. Także tych zasobniejszych finansowo i otwartych na nowe technologie. Obecnie osoby starsze stanowią prawie 13 procent polskiego społeczeństwa, a liczy się, po upływie dekady seniorzy będą już stanowić 17 procent ogółu ludności w Polsce. Wprawdzie Seniorzy są najmniej liczną grupą pośród polskich internautów - jak wykazują badania, jedynie co trzydziesta osoba w sieci ma ponad 55 lat - jednak odsetek osób starszych korzystających z Internetu stopniowo wzrasta, zaś ich aktywność w Internecie jest duża. Jak wynika z badania Megapanel PBI/Gemius typowy polski internauta w wieku ponad 55 lat to mężczyzna z wykształceniem wyższym, mieszkaniec aglomeracji miejskiej, posiadający dwuosobowe gospodarstwo domowe i dysponujący miesięcznym dochodem od 1001 do 2.000 złotych netto. Uroki sieci poznaje zwykle na emeryturze lub rencie. Polski internetowy Senior nie jest sieciowym nowicjuszem. Z Internetu korzysta przeważnie od 2 do 5 lat, używając sieci codziennie lub prawie codziennie. Pod względem sieciowej aktywności nie ustępuje znacznie młodszym kolegom. Biorąc pod uwagę średni czas oraz średnią liczbę odsłon na użytkownika, seniorzy plasują się na trzeciej pozycji za internautami w wieku 15-24 lata oraz 25-34 lata. – W Polsce do tej pory, z wyjątkiem kilku niezwykle cennych, lecz mających ograniczony zasięg inicjatyw społecznych, nie było serwisów przeznaczonych dla osób z grupy wiekowej „Pięćdziesiąt Plus”. Tymczasem z najnowszych badań wynika, że również i polscy Seniorzy coraz częściej dostrzegają dobrodziejstwa wynikające z korzystania z globalnej sieci. Poprzez Senior.pl staramy się przynajmniej częściowo wypełnić lukę w serwisach adresowanych do Seniorów i pokazać, że osoby w wieku dojrzałym również w Polsce są niezwykle ważną częścią internetowej społeczności – mówi Grzegorz Gacki, redaktor naczelny Senior.pl. Jak zapewniają twórcy Senior.pl, misją serwisu jest przeciwstawianie się wykluczeniu osób starszych z jakiejkolwiek dziedziny życia i pokazanie, że Seniorzy nie są "za starzy", by realizować się zawodowo, żyć w szczęśliwych związkach czy spełniać swoje marzenia. Kierowany do aktywnych seniorów serwis porusza tematy z różnych dziedzin, przekazuje bieżące informacje dotyczące zdrowia, finansów, rodziny, pracy czy pasji. – Chcemy też przywrócić zanikający w naszym świecie szacunek dla osób starszych - również tych najstarszych, które z racji swojego wieku nie są już tak sprawne i "przydatne" jak kiedyś. Zamierzamy pokazywać, że Seniorzy dysponują czymś wyjątkowym i unikalnym, a dla młodszych ludzi niesłychanie przydatnym – życiową mądrością i doświadczeniem. Seniorom zaś chcemy przybliżyć Internet jako doskonałe narzędzie do realizowania swoich życiowych pasji i jako sposób na aktywne spędzanie życia – podsumowuje Grzegorz Gacki. * * * * * * * * * Senior.plSenior.pl to serwis stworzony z myślą o osobach w wieku lat 50 i więcej oraz o ich rodzinie i bliskich. Dostarcza informacji o życiu Seniorów w Polsce i na świecie, zachęcając osoby starsze do aktywności w globalnej sieci. Misją Senior.pl jest także przeciwstawianie się dyskryminacji ze względu na wiek w jakiejkolwiek dziedzinie życia. W serwisie można znaleźć wiele wiadomości i artykuły z różnorodnych dziedzin, porady, forum wyszukiwarki oraz inne narzędzia pomagające dojrzałym osobom w sposób aktywny korzystać z Internetu. Senior.pl jest kolejnym po Kosciol.pl autorskim projektem istniejącej od 2002 roku firmy Com-Media.
Dzięki akcji Shell, klienci tej firmy mogą znacznie obniżyć koszty eksploatacji samochodów. Mając na uwadze duże znaczenie wydatków na paliwo dla stanu domowych budżetów, Shell opracował program edukacyjny dla kierowców o nazwie „Oszczędne tankowanie”. Stosowanie się do porad w nim zawartych pozwoli w prosty sposób oszczędzić znaczne ilości benzyny lub oleju napędowego i – w konsekwencji – przejechać dalej na jednym baku. Akcji towarzyszą działania promocyjne, w tym rabaty na paliwo dostępne na stacjach Shell. Filarem programu „Oszczędne tankowanie” jest zestaw zasad ekonomicznej jazdy. Stosowanie ich na co dzień umożliwi zredukowanie spalania paliwa nawet o 30%. Wskazówki dotyczą czynników związanych zarówno ze stylem jazdy kierowcy, jak i z utrzymaniem samochodu. Wbrew pozorom niewielu kierowców wie, jak duży wpływ może mieć agresywne prowadzenie pojazdu na zwiększenie zużycia paliwa. Jeszcze mniej kierowców zdaje sobie sprawę z innych czynników, np. tych związanych z utrzymaniem samochodu. Płynna jazda i unikanie gwałtownych zmian prędkości pozwolą im przejechać dalej na jednym baku. Ekonomiczna technika jazdy wymaga także zmiany biegu na wyższy tak szybko, jak to tylko możliwe bez obciążania silnika. Warto również pamiętać o wyłączaniu silnika, gdy sytuacja na drodze zmusza nas do dłuższego postoju. Jak wskazują eksperci, codzienne wydatki na paliwo można też zredukować dzięki... powietrzu. Zbyt małe ciśnienie w oponach zmniejsza wydajność spalania nawet o 3%. Z kolei wszelkiego rodzaju bagażniki dachowe powodują wzrost oporu powietrza. Gdy nie są używane, należy je zdjąć, a samochód stanie się do 5% bardziej ekonomiczny. Ponadto, aby jazda była bardziej oszczędna, warto unikać dodatkowych obciążeń pojazdu, na przykład nie przewozić zbędnych ładunków w bagażniku. Wpływają one na masę pojazdu i – co za tym idzie – na spalanie. Istotnym warunkiem oszczędnej jazdy jest również odpowiednia regulacja silnika (do 4% oszczędności) oraz używanie dobrej jakości paliw i olejów silnikowych (dodatkowe 1%-2% oszczędności). W ramach programu „Oszczędne tankowanie” Shell opracował dla swoich klientów poradnik ekonomicznej jazdy, dostępny na wszystkich stacjach Shell w Polsce. Informacje na temat wydajnego wykorzystywania paliwa znajdują się również na stronie www.shell.pl, w zakładce „Oszczędne tankowanie”. Na swojej witrynie Shell udostępnił test na ekonomicznego kierowcę oraz edukacyjną grę komputerową. Poprzez akcję „Oszczędne tankowanie” Shell nie tylko edukuje klientów, ale też dostarcza im wymiernych korzyści podczas tankowania. W ofercie firmy znajdują się innowacyjne paliwa, których skład został opracowany z myślą o czynnikach wpływających na wydajność spalania oraz bezawaryjność pojazdów. Ponadto, programowi towarzyszą promocje. Pod koniec ubiegłego roku miały miejsce czasowe obniżki cen benzyny bezołowiowej 95 na wybranych stacjach Shell. Obecnie klienci mogą uzyskać rabat na każde paliwo w zamian za punkty SMART. Mechanizm promocji Od 17 stycznia do 28 lutego 2006 Shell oferuje klientom rabat w wysokości 10 groszy na litrze paliwa za 8 punktów SMART. Przykładowo: tankując 30 litrów paliwa można zaoszczędzić 3 zł w zamian za 240 punktów SMART. Promocja dostępna jest na stacjach Shell w całym kraju i dotyczy wszystkich benzyn i olejów napędowych oraz LPG. *** Wszystkie procentowe dane na temat redukcji zużycia paliwa zaczerpnięto z badań i publikacji Energy and Environmental Analysis, Inc., Waszyngton, USA, bądź też opierają się one na przeglądach fachowej literatury dokonanych przez tę organizację.
Grupa Freixenet poszerzyła swoje hiszpańskie portfolio o dwa nowe wina. Jest to odpowiedź na potrzeby konsumentów, którzy coraz cześciej sięgają po wina z regionów Rueda i Ribera del Jiloca.Fray German Verdejo 2004Wino Fray German skomponowane jest z dwóch szczepów winogron – Verdejo(85%) oraz Macabeo (15%). Charakteryzuje się świeżym, owocowym bukietem smakowym. Należy je spożyć w ciągu roku od zakończenia procesu fermentacji, pamiętając o uprzednim schłodzeniu. Pozycjonowanie cenowe wina Fray Grman to średnia półka segmentu win D.O. Rueda – Verdejo. Region Rueda rozpoczął export w 1995 roku w ilości około 1 milion abutelek. Aktualnie export wynosi 4,4 miliona butelek a wina dostępne są na najważniejszych rynkach tj. USA, Niemcy, Holandia, Wielka Brytania i Belgia. Vega de Jiloca Garnacha 2003Vega de Jiloca pochodzi z regionu VdT Ribera de Jiloca. Region jest coraz bardziej doceniany przez miłośników wina i często określanym nowym Priorat. Wino skomponowane jest w 100% ze szczepu Garnacha, które po okresie fermentacji starzone jest w beczkach z dębu francuskiego oraz amerykańskiego przez 6 miesięcy. Butelkowanie wina odbyło się w lutym 2005 roku. Charakteryzuje się intensywnym bukietem zapachowym i smakowym bogatym w aromaty czerwonych owoców oraz czarnego pieprzu. Doskonale zbalansowane. Wina te bezpośrednio w winnicy zostały zdegustowane przez kilku znanych dziennikarzy winiarskich z USA, Kanady oraz Wielkiej Brytanii, którzy docenili ich wysoką jakość. W chwili obecnej wina nie są obecne na polskim rynku, nie mniej jednak trwają już rozmowy z potencjalnymi importerami.
mBank uruchamia serwis internetowy skierowany do kobiet pod nazwą „mBank jest kobietą”. Serwis „mBank jest kobietą” to zaproszenie dla wszystkich kobiet do zakładania kont w internetowym banku. mBank pragnie zachęcić kobiety do korzystania z najnowocześniejszych technologii internetowych i telekomunikacyjnych, w konsekwencji – do zwiększenia ich niezależności i wiary we własne możliwości. Atrakcję kobiecej strony mBanku stanowi konkurs „Wiosna w Paryżu”, którego główną nagrodą jest siedem pięciodniowych wycieczek do Paryża, najbardziej romantycznego miasta na Ziemi – gdzie szczęśliwe Klientki mBanku wybiorą się śladami Amelii na Montmartre czy Nicole Kidman do Moulin Rouge (a to tylko niektóre z atrakcji…). „mBank jest kobietą” to przyjazne miejsce dla kobiecej społeczności, skupionej wokół mBanku. Serwis proponuje mPodręcznik - przydatne wskazówki dotyczące korzystania z bankowości elektronicznej. Od dzisiaj „m” w nazwie wirtualnego banku przestanie kojarzyć się kobietom z przymiotnikiem „męski”. Teraz ta mała literka może oznaczać: „miłość”, „modę”, „marzenia”. mBank to nowoczesna bankowość przynosząca Klientom najwyższe zyski, ale również przyjazne miejsce dla słabej płci, która okazuje się wcale nie taka słaba: - kobiety stanowią w Polsce już 42% wszystkich Internautów (ISMG/KRC Net Track, IV kw. 2001) - liczba kobiet aktywnie korzystających z Internetu w Polsce to ponad 1.475.000 osób - światowe trendy proporcji płci w Internecie wskazują na osiągnięcie przewagi kobiet w polskiej „sieci” w perspektywie 3-5 lat (wg badań AC Nielsen NetRatings z września 2001r. kobiety w USA i Wielkiej Brytanii stanowią 52% tamtejszych internautów, w Kanadzie – 51%, Korei – 45%, Tajwanie 41%, Hiszpanii – 40%) - w bankach tradycyjnych kobiety to ok. 51% klientów aktywnie użytkujących produkty bankowe (Pentor, III kw. 2001) Kobiety w mBanku: - w mBanku kobiety stanowią 29,5% wszystkich Klientów - co trzecia Klientka mBanku wykonuje operacje na rachunku za pośrednictwem Internetu, a niemal połowa wykorzystuje swoje karty płatnicze - telefon komórkowy jest powszechnym narzędziem komunikacji wśród Klientek mBanku i korzysta z niego 70% kobiet - we wszystkich przedziałach wartości depozytów Klientki mBanku przechowują podobne wielkości środków jak mężczyźni mBank zaprasza wszystkie kobiety, które cenią sobie wolność, niezależność, wygodę i maksimum korzyści. Produkty i usługi mBanku z pewnością ułatwią życie codzienne kobiet oraz umożliwią realizację ich indywidualnych planów. Wiosna szykuje się w tym roku wyjątkowo piękna. A co dopiero wiosna w Paryżu … Szczegóły dotyczące serwisu można znaleźć na stronie internetowej mBanku: www.kobieta.mbank.com.pl
