Unii Europejskiej – miss internet

Minęło 10 lat, odkąd Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Nie da się ukryć, że na członkostwie skorzystało całe społeczeństwo. Dzięki funduszom unijnym rozwinęła się rodzima gospodarka. Zniesienie granic pozwoliło na swobodne poruszanie się po Europie. Korzyści czerpią wszyscy, nawet ci, którzy nie są bezpośrednimi beneficjentami. Poza profitami, mamy też obowiązki - między innymi ten dotyczący udziału w wyborach.Wybory do Parlamentu Europejskiego zbliżają się wielkimi krokami. Już 25 maja Polacy wybiorą 51 osób, które będą reprezentować Polskę w Brukseli. O wspólnym prawie i o dalszych losach zjednoczonej Europy będzie decydować 766 posłów, wybranych w 28 Państwach Członkowskich Unii Europejskiej. Swoją kadencję będą sprawować przez najbliższe pięć lat. Paweł Zalewski, eurodeputowany w kadencji 2009-2014 podkreśla, że praca w Brukseli to trudne i odpowiedzialne zadanie. „To jest miejsce, w którym istnieje możliwość zrobienia wielu bardzo dobrych rzeczy dla Polski. Istnieje możliwość walczenia o nasze interesy finansowe czy gospodarcze, jak również te dotyczące poszczególnych branż i konkretnych ludzi”.Dzięki decyzjom posłów do Parlamentu Europejskiego: podróżujemy bez paszportu, pracujemy i studiujemy w innych krajach Unii, gminy mogą ubiegać się o dofinansowanie inwestycji, a przedsiębiorcy o pomoc finansową dla swojej działalności. Reprezentanci Polski w Brukseli walczyli między innymi, o jak największą pulę pieniędzy dla naszego kraju w rozdaniu 2014-2020, w którym Polska otrzyma 105,8 mld euro. Jak zaznacza Ewa Michnowska z Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego „[...] Około 80% prawa Unii Europejskiej podlega współdecydowaniu przez Radę Parlamentu Europejskiego. Ponieważ Polska jest członkiem UE, musi to prawo przyjąć. Nie możemy powiedzieć – nie, to prawo nam nie pasuje. Oczywiście w pewnych kwestiach możemy wynegocjować inne zapisy, ale na ogół to, co jest w Brukseli podejmowane, powinno być w Polsce implementowane”. Michnowska zachęca również do tego, by zastanowić się, dlaczego pewnych spraw nie udało się zrealizować na korzyść Polski. Warto rozliczyć polskich eurodeputowanych z pracy w Brukseli. Bardzo łatwo jest krytykować ludzi, którzy byli w Parlamencie Europejskim, ale to my ich wybraliśmy. Oni są naszym lustrem, podobnie jak posłowie w kraju. Więc jeśli wybraliśmy ich ad hoc, byliśmy bierni lub nie interesowaliśmy się tym, nie możemy mieć pretensji — dodaje.Niestety frekwencja w wyborach europejskich ciągle spada. W pierwszych wyborach do Parlamentu Europejskiego w 1979 wynosiła ponad 60%. W następnych utrzymywała się na poziomie powyżej 55%. W 2004 roku wynosiła już niewiele ponad 45% a w ostatnich wyborach 43%. W Polsce było jeszcze gorzej, podkreśla Katarzyna Malinowska z Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana. „[...] W pierwszych wyborach - 2004 rok - w których Polacy wybierali swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego, frekwencja wyniosła niewiele ponad 20%. Co piąty Polak zdecydował się na oddanie swojego głosu w wyborach europejskich. W 2009 roku obecność była nieco wyższa, wyniosła około 24%”. Artur Budny również z Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana wyjaśnia, skąd mogą brać się problemy z małą frekwencją. „[...] Przeciętnemu obywatelowi wydaje się, że wybory do Parlamentu Europejskiego są bardzo odległe. Strasburg, Bruksela, to nie jest tu na miejscu, w Polsce. Tych ludzi nie można spotkać na ulicy. Myślę, że ta odległość jest pewną barierą, która nie pozwala ludziom przekonać się, że oddanie swojego głosu jest naprawdę ważne”.W wyborach do Parlamentu Europejskiego może wziąć udział każdy pełnoletni Polak. Oddać głos można na jednego kandydata. Wybór może być dość trudny — listy wyborcze pękają w szwach. Większość to dotychczasowi polscy deputowani ubiegający się o reelekcję. Na listach są też celebryci oraz mniej znane nazwiska. „[...] Warto zapoznać się z programami wyborczymi partii, do której należy kandydat. Jeśli sprawia nam to trudność, nie jesteśmy w stanie poświęcić czasu na przeczytanie programów, proponuję skorzystanie z aplikacji internetowych. Jedną z nich jest Latarnik Wyborczy, w której odpowiadając na pewne pytania, otrzymujemy odpowiedź, która partia – jej program - jest zbieżny z naszymi poglądami” - podpowiada Katarzyna Malinowska.Polityka energetyczna, osobny budżet i parlament dla krajów strefy euro – to najważniejsze kwestie, z którymi będzie musiał się zmierzyć Parlament Europejski w nowej kadencji. Jak to się przełoży na Polskę i Polaków, będzie zależeć między innymi od tego, na którego kandydata oddamy głos. Można zagłosować na sprawdzonych eurodeputowanych lub na nowe osoby, które jeszcze nie próbowały swoich sił w Brukseli. Ważne, by 25 maja pojawić się w punkcie okręgowej komisji wyborczej i wrzucić kartę do urny.

Headlines Porter Novelli jest jednym ze współorganizatorów Polsko-Brytyjskiego Forum Gospodarczego – Strenghtening business relations within EU and worldwide – Seizing the Opportunity: Partnerships for Growth. Firma odpowiedzialna jest m.in. za działania komunikacyjne związane z Forum. Polsko-Brytyjskie Forum Gospodarcze to pierwsza tego typu inicjatywa poświęcona współpracy pomiędzy naszymi krajami w ramach Unii Europejskiej oraz wspólnym aktywnościom na rynkach trzecich.  Wydarzenie organizowane jest w ramach obchodów 10-lecia członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Polsko-Brytyjskie Forum Gospodarcze odbędzie się w Londynie, w dniach 21-22 maja 2014 r. Tematyka Forum obejmuje takie zagadnienia, jak innowacyjność, wzajemne inwestycje, współpraca w różnorodnych sektorach: energetycznym, finansowym, zielonych technologii czy infrastrukturze. W wydarzeniu udział wezmą przedstawiciele polskich i brytyjskich przedsiębiorstw, instytucji oraz administracji, m.in. Lord Mayor City of London Alderman Fiorna Wolf, Minister bez teki Kenneth Clarke, Minister Biznesu, Innowacji i Zdolności Vince Cable, Prezes NBP prof. Marek Belka, Wiceminister Spraw Zagranicznych Katarzyna Kacperczyk, Wiceminister Skarbu Państwa Paweł Tamborski, dyrektor UK Trade and Investment w Polsce Martin Oxley, Wiceprezes GPW Paweł Graniewski i inni. Headlines Porter Novelli współorganizuje Polsko-Brytyjskie Forum Gospodarcze wraz z Ministerstwem Spraw Zagranicznych RP, Ambasadą RP w Londynie, Ambasadą Brytyjską w Warszawie, UK Trade and Investment (UKTI), City of London Corporation, Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ S.A.) oraz PwC. Headlines ma na swoim koncie wiele podobnych projektów, w tym, m.in. organizację forów i konferencji gospodarczych w Niemczech, Czechach i Rosji w ramach kampanii „Made in Poland”, współorganizację  pierwszego w historii Polsko-Amerykańskiego Tygodnia Gospodarczego w Nowym Jorku czy Forum Gospodarczego w Moskwie w ramach projektu „Od Mistrzostw Europy do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej”.

Czy w obliczu spowolnienia gospodarczego Polacy przestali jadać na mieście? Nie, ponieważ niezależnie od koniunktury i tak większość z nas je obiad w domu. Tylko 15% pracujących klientów banku wybiera w czasie pracy posiłek na mieście – wynika z ankiety ING. Ankieta ING wykazała, że wśród pracujących klientów ING tylko 15% osób jada obiady na mieście lub na stołówkach w dni robocze. Pozostali albo przynoszą jedzenie z domu (23%) albo jedzą obiadokolację po powrocie z pracy (62%). Gdy zapytaliśmy o częstotliwość jedzenia posiłków na mieście w dni robocze, okazało się aż 40% respondentów w ogóle nie żywi się poza domem. Co trzecia osoba (30%) przyznała, że zdarza się jej to kilka razy w roku, a co piąta, że kilka razy w miesiącu. Tylko mniej niż 8% ankietowanych je obiad na mieście kilka razy w tygodniu. Według Eurostatu wydatki Polaków na jedzenie na mieście (restauracje, kawiarnie, stołówki itp.) znacząco odbiegają od średniej krajów Unii Europejskiej. W Polsce ich udział w ogóle wydatków konsumpcyjnych w 2011 r. wyniósł 2,3%, wobec średniej unijnej 7,4% - niższy był tylko w Rumunii (ocena na bazie wag stosowanych przy liczeniu zharmonizowanych miar inflacji). Powrót na domowy wikt daje natomiast duże możliwości do oszczędności w krajach, które znalazły się w centrum kryzysu strefy euro. To właśnie Irlandia, Hiszpania, Cypr, Grecja i Portugalia otwierają stawkę państw z największym udziałem wydatków na jedzenie na mieście. W wymienionych państwach jest on blisko sześciokrotnie wyższy niż w Polsce  (12,1 - 13,7% wobec 2,3%). To i tak mniej niż w latach ubiegłych, co potwierdza, że w obliczu kryzysu mieszkańcy tych krajów zaczęli rezygnować z jedzenia na mieście. W porównaniu z danymi za 2008 rok udział tych wydatków spadł w Grecji o 1,8 pkt proc. (czyli o 12%), w Irlandii o 1,4 pkt proc. (10%), w Hiszpanii o 0,9 pkt proc (6%), ale w Portugalii prawie się nie zmienił. W całej Unii Europejskiej udział wydatków na jedzenie na mieście obniżył się między 2008 a 2011 rokiem średnio o 0,4 pkt proc., czyli ok. 6%. Ciekawie na tym tle wyglądają Polacy, którzy nie mają zakorzenianego od pokoleń nawyku jadania poza domem, dlatego nie mają też oporów z powrotem do własnej kuchni. W Polsce udział wydatków na jedzenie na mieście obniżył się w stosunku do 2008 roku o 0,4 pkt proc. co jest równoważne 16% – tylko trzy kraje unijne odnotowały głębszy procentowy spadek (Bułgaria, Łotwa i Słowacja). Grzegorz Ogonek, Ekonomista ING Banku Śłąskiego Ankieta została przeprowadzona w dniach 20 września – 11 października br. wśród klientów ING Banku Śląskiego korzystających z systemu bankowości internetowej ING BankOnLine. Na pytanie „Czy jesz obiad podczas pracy?” uzyskaliśmy 34 190 odpowiedzi, a na pytanie „Jak często jesz na mieście w dni robocze?”  19747 odpowiedzi.

Bank Pekao SA został uhonorowany tytułem Najlepszego Banku w Polsce w roku 2008, przyznawanym przez magazyn „The Banker". Jury konkursu w uzasadnieniu podkreśliło, że jest to nagroda nie tylko za dobre wyniki finansowe i systematyczny rozwój oferty produktowej, ale przede wszystkim za strategiczne działania związane z finalizacją procesu fuzji z częścią Banku BPH, na trwałe zmieniającą strukturę polskiego sektora bankowego.  Te prestiżowe nagrody zostały przyznane w Londynie po raz dziewiąty liderom sektora bankowego z ponad 140 krajów, reprezentujących wszystkie kontynenty. W szranki tegorocznego konkursu stanęło niemal 500 banków z całego świata, w tym kilka z Polski. Wyboru laureatów dokonało jury, w którego składzie zasiedli znawcy rynku kapitałowego i byli prezesi globalnych banków, a także redaktorzy naczelni magazynu. „The Banker" jest jednym z najbardziej prestiżowych magazynów opisujących świat bankowości, wydawanym nieprzerwanie od 1926 roku. - Ta nagroda to kolejne już docenienie ogromnego wysiłku, jaki wszyscy pracownicy Banku włożyli w ciągu ostatnich dwóch lat w to, aby Pekao stało się wiodącą instytucją finansową w całym regionie - powiedział Jan Krzysztof Bielecki, prezes Banku Pekao SA po odebraniu nagrody w Londynie. - Chcę też podkreślić, że czujemy się głęboko odpowiedzialni za to, aby Pekao odegrało istotną rolę w procesie stabilizowania sektora finansowego w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej. Głęboko wierzę, że relatywnie dobra sytuacja polskiej gospodarki w porównaniu do innych krajów europejskich, pomoże nam osiągać kolejne sukcesy w 2009 roku. Wiele wskazuje na to, że to nie koniec wyróżnień. Bank Pekao SA jako jedyna polska firma znalazł się również na liście finalistów prestiżowego międzynarodowego konkursu European Business Awards w kategoriach „Business of the Year", „Marketing Strategy of the Year" oraz "Employer of the Year". Nagrody te przyznawane są instytucjom z krajów Unii Europejskiej, które wyróżniają się swoimi osiągnięciami, innowacyjnymi rozwiązaniami oraz wysokim poziomem etyki prowadzenia biznesu.  

Z optymizmem, ale rzeczowo ku przyszłościWyniki sondażu Reader’s DigestRealiści i pragmatycy, umiarkowani optymiści, którzy chcą inwestować w swoją przyszłość, a dla których najważniejszą wartością jest rodzina i miłość – tak rysuje się najbardziej szkicowo obraz młodych ludzi z krajów Europy Środkowej. Reader’s Digest zlecił Instytutowi IPSOS badanie wśród młodzieży w wieku 17–27 lat w Polsce, Czechach, Rumunii (kolejna edycja miesięcznika Reader’s Digest rusza właśnie w Ruminii) i na Węgrzech. Okazuje się, że nasza młodzież nie różni się tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Ponad połowa (58%) ankietowanych Polaków widzi przyszłość naszego społeczeństwa optymistycznie i jest to wskaźnik zbliżony do Czechów (54% optymistów). Najjaśniej perspektywy swojego kraju oceniają młodzi Rumuni (76%), choć co czwarty chciałby emigrować. Wbrew powszechnym opiniom zamiar wyjazdu i pracy zagranicą deklaruje tylko 11% młodych Polaków. Większość (80% w Polsce) zdecydowanie nie chce angażować się w życie polityczne swego kraju (sondaż przeprowadzono przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi).Młodzi we wszystkich czterech krajach są przeważnie zwolennikami członkostwa w Unii Europejskiej (74% ankietowanych Rumunów, 72% Polaków, 67% Węgrów uważa, że jest ono korzystne). Ciekawe – w Czechach 59% młodzieży korzystnie ocenia wstąpienie do Unii, ale niemal 20% sądzi, że to była zła decyzja.Wszyscy patrzą krytycznie na sytuację w swoich krajach i przemiany ostatnich lat. Większość młodych ludzi w Europie Środkowej najbardziej narzeka na rosnącą korupcję – 64% Polaków uważa, że w tej kwestii sytuacja uległa pogorszeniu (tak sądzi też 66% Rumunów, 44% Czechów i tylko 34% Węgrów) oraz na gorsze możliwości znalezienia pracy (60% Polaków, 58% Węgrów, 57% Rumunów i 44% Czechów). Na pierwszych miejscach wśród zjawisk, których się obawiają młodzi, Polacy wymieniają bezrobocie (83%), biedę (80%) i wzrost przestępczości (79%). To lęki bardzo konkretne. W trzech pozostałych krajach młodzież bardziej boi się terroryzmu, katastrof ekologicznych czy wojen. Powrotu komunizmu boi się mniej niż co trzeci młody Polak, więcej (bo 40%) obawia się ekspansji kapitalizmu.Cele młodych w Europie Środkowej są podobne. Czyli – wszystko w swoim czasie: najpierw podstawy materialne, pozycja zawodowa, później to, co najważniejsze – założenie rodziny. Drogę do sukcesu młodzież w naszych krajach widzi w kształceniu się, znajomości języków obcych. Jedynie w Rumunii jest coś, co młodym wydaje się jeszcze ważniejsze na drodze do kariery – pewność siebie (81%). Wyniki ankiety przeprowadzonej w naszych krajach wskazują, że młodzi zdają sobie doskonale sprawę z trudności towarzyszących wchodzeniu w dorosłe życie, więc dokładnie planują, co zrobią, by osiągnąć założone cele. Jednak ostatecznie najbardziej liczy się dla nich – miłość, szczęście rodzina, wiara, uczciwość i przyjaźń.Wywiady zostały zrealizowane w 2005 roku na reprezentatywnych próbach przez instytuty badawcze: Ipsos – Polska na próbie 519 osób, Szonda Ipsos- Węgry na próbie 500, Gfk – Rumunia na próbie 532 oraz Mr.Think – Czechy na próbie 500 osób.

Polskie Forum Strategii Lizbońskiej (PFSL) przeanalizowało problematykę transportu, jako jednego z czterech obszarów priorytetowych "filaru ekologicznego". Istotność transportu wynika z jego znacznej uciążliwości dla środowiska przyrodniczego. W dokumentach Unii Europejskiej sektor ten jest przedmiotem szczególnego zainteresowania, ze względu na rolę dla ochrony klimatu, która z kolei traktowana jest priorytetowo przez Komisję Europejską. Transport -- zwłaszcza samochodowy -- jest odpowiedzialny za emisję niemal 30% tzw. gazów cieplarnianych, a jego udział stale rośnie. Wypełnienie przez Unię Europejską zobowiązań z Protokołu z Kioto w znacznej mierze zależy od powodzenia w ograniczeniu spalania paliw węglowodorowych w pojazdach. Jednak uciążliwość transportu wynika przede wszystkim z zanieczyszczeń powietrza emitowanych nawet przez nowoczesne samochody wyposażone przez katalizatory. Straty spowodowane są również hałas, a także wypadki, które rocznie pochłaniają w Europie kilkadziesiąt tysięcy ofiar śmiertelnych, nie wspominając o kalectwie, cierpieniach i szkodach gospodarczych. Kłopotliwa jest także infrastruktura transportowa. Nowoczesne drogi zapewniające sprawną jazdę samochodem mogą rujnować krajobraz i dzielą ekosystemy na fragmenty, pomiędzy którymi utrudnione są migracje żywych organizmów. Jednak transport dostarcza również rozlicznych korzyści społecznych, dla których jest rozwijany i wysoko oceniany przez wielu obywateli. Zwłaszcza samochód osobowy stanowi szczególnie pożądane dobro konsumpcyjne sprawiające, że w niemal żadnym kraju rząd nie odważyłby się na wdrożenie polityki w istotny sposób ograniczającej swobodę prywatnego transportu drogowego. Tak zarysowane dylematy transportu w Polsce i w Unii Europejskiej były przeanalizowane w PFSL przez zespoły naukowe z Uniwersytetu Gdańskiego, Uniwersytetu Warszawskiego, Politechniki Warszawskiej oraz Instytutu na rzecz Ekorozwoju. Były też poddane pod dyskusję z udziałem przedstawicieli urzędów centralnych, władz samorządowych, pozarządowych organizacji ekologicznych i instytucji naukowych. Zasadnicze konkluzje można podsumować w następujących stwierdzeniach: ·        W Komisji Europejskiej ścierają się różne tendencje w polityce transportowej w związku z próbą godzenia sprzecznych interesów lobby transportowego, konsumentów i innych podmiotów gospodarczych. ·        Z kolei nowe kraje członkowskie Unii Europejskiej starają się godzić acquis communautaire z lokalnymi potrzebami rozwoju transportu oraz ochrony środowiska. ·        Krytyczne spojrzenie na tradycyjną logikę polityki transportowej -- abstrahującej od popytu na transport i działania względem niego substytucyjne -- jest tradycyjnie reprezentowane przez pozarządowe organizacje ekologiczne. ·        Z kolei spojrzenie ekonomisty na problem zarządzania ruchem drogowym prowadzi do postawienia tezy, iż nie jest uzasadnione, by opłaty pobierać na drogach wysokiej jakości, o ile gorszej jakości drogi alternatywne nie są takowymi obciążone (co przeczy powszechnej tendencji, by obciążać przede wszystkim użytkowników dróg najwyższej jakości). Społeczna dyskusja nad dylematami rozwoju transportu sprowadza się w znacznej mierze do budowy autostrad i dróg szybkiego ruchu. Chętnie dyskutuje się o hipotetycznych korzyściach i zagrożeniach związanych z budową kilku kontrowersyjnych dróg, jak np. Via Baltica, droga ekspresowa Augustów-Białystok, obwodnica Warszawy itp. Przeważa tendencja do posługiwania się argumentami silnymi emocjonalnie i nieporównywalnymi ze sobą nawzajem. Np. zwolennicy budowy nowoczesnych dróg unikają argumentacji kosztowej akcentując postęp cywilizacyjny, jaki przynosi ze sobą autostrada. Natomiast zwolennicy ochrony przyrody wskazują na spustoszenie ekologiczne, na jakie naraża każdy obszar cenny przyrodniczo poprowadzenie lub modernizacja trasy szybkiego ruchu. Nie ma, niestety, badań, które dostarczałyby przekonywających argumentów za lub przeciw związkowi budowy dróg z promowaniem przedsiębiorczości, będącej zasadniczym tematem "Strategii Lizbońskiej". Stosowane są argumenty ideologiczne wskazujące na transport jako “koło zamachowe” gospodarki. Ponieważ spotkać można tezy, iż wiele innych dziedzin gospodarowania (np. mieszkalnictwo, hutnictwo, usługi itd.) też traktowanych jest jako “koła zamachowe”, stwierdzenia takie należy przyjmować z ostrożnością. Dopóki nie przedstawi się naukowych dowodów na szczególną rolę transportu, nie powinno się stosować tego typu argumentacji. Zasadniczy wniosek, jaki można wyciągnąć z analiz prowadzonych przez PFSL w odniesieniu do transportu, to potrzeba wzbogacenia dyskusji publicznej na te tematy o argumentację ekonomiczną. Dylematy polityki transportowej mogłyby być łatwiej rozstrzygnięte, gdyby zwolennicy i przeciwnicy budowy nowoczesnych dróg byli w stanie swoje argumenty przedstawić w języku ekonomicznym, a więc w formie kosztów i korzyści alternatywnych rozwiązań. Dotyczy to korzyści takich jak skrócenie czasu podróżowania (należy w tym celu dysponować jakimś oszacowaniem wartości czasu), jak i kosztów degradacji środowiska (należy w tym celu dysponować ekonomicznymi szacunkami skutków zanieczyszczenia środowiska przyrodniczego, utraty zasobów przyrodniczych itp.). Polskie środowisko naukowe jest przygotowane do udziału w tego typu dyskusji. Niektóre oszacowania są już wykonane, niektóre zaś mogłyby zostać przeprowadzone w oparciu o istniejące zaplecze akademickie. W dalszej perspektywie czasowej należałoby włączyć się w badania nad związkiem wymagań ekologicznych, zwłaszcza w transporcie, z konkurencyjnością i przedsiębiorczością. Dziedzina ta jest zaniedbana i -- jak dotąd -- może się odwoływać jedynie do pozytywnych lub negatywnych przykładów, które nie pozwalają na wiarygodne uogólnienia.   Anna Bartczak                                                                                              Tomasz Żylicz Uniwersytet Warszawski   Niniejszy dokument został opublikowany dzięki pomocy finansowej Unii Europejskiej. Za treść tego dokumentu odpowiada Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, poglądy w nim wyrażone nie odzwierciedlają w żadnym razie oficjalnego stanowiska Unii Europejskiej.