Platforma handlowa Allegro oraz Pracownia Ferment Kolektiv zapraszają do uczestnictwa w gali Allegro Short Film Festiwal, która odbędzie się 25 maja w poznańskim Multikinie 51. Podczas uroczystej gali wieńczącej pierwszą edycję festiwalu odbędzie się finał konkursu, w ramach którego Użytkownicy serwisu Allegro zgłaszali swe produkcje. Jedynym ograniczeniem przy zgłaszaniu filmów był czas ich trwania – nie mógł przekraczać dziesięciu minut. Forma pozostała dowolna. Konkurs został podzielony na dwa etapy: w pierwszym filmy walczyły o nagrodę publiczności – Użytkowników serwisu Allegro. Allegrowiczom najbardziej spodobał się film Michała Jagiełły zatytułowany „Legenda Kung-Fu”. W drugim etapie trzynaście wybranych filmów zawalczy o nagrody podczas finałowej gali. Jury złożone ze znanych osobistości polskiego kina wyłoni laureatów pierwszej edycji Allegro Short Film Festival. Wśród arbitrów znajdą się: Jerzy Moszkowicz - reżyser filmowy i teatralny, Darek Arest - krytyk filmowy, dziennikarz oraz Wojciech Kuczok - prozaik, poeta, scenarzysta filmowy. Obrazy zakwalifikowane do ścisłego finału to: 1. Gliniarze z Meksyku, Paweł Palenica 2. Sówka Imprezówka - Abrakadabra, Mariusz Szulc 3. Warszawa, Adam Zych 4. Muzycy ulicy - Wrocław, Karol Gajos 5. Kurs 505, Przemek Śmigiel 6. Antiterrorist, Jan Sobierajski 7. Legenda Kung-Fu – Michał Jagiełło 8. Klej, Przemysław Filipowicz 9. Wychodzę z cienia, Marek Gajowski 10. Wyścig, Paweł Jóźwiak-Rodan 11. Krank, Maciej Lemański 12. Lžicka - Jan Foryś 13. Letni Thriller – Szymon Jacyniak - Do konkursu zgłoszono łącznie 29 filmów o rozległej tematyce i różnych formach artystycznego przekazu - mowi Tomasz Mizerka z serisu Allegro, pomysłodawca imprezy - Już teraz wiemy, że pierwsza edycja okazała się sukcesem i przyszłoroczny festiwal rozszerzy swój zasięg na Środkowo-Wschodnią Europę. Mamy nadzieję, że kolejne edycje będą zwiększały prestiż tej imprezy, a co za tym idzie, poziom artystyczny nadsyłanych filmów będzie cały czas wzrastał. Uroczyste otwarcie gali Allegro Short Film Festiwal odbędzie się 25 maja w Poznaniu, w Multikinie 51 o godzinie 19:30. Bilety do nabycia na miejscu. Patronat nad festiwalem objęły serwisy Stopklatka.pl i Nuta.pl, partnerem jest Multikino. Wszystkie nagrody ufundowane zostały przez serwis Allegro.pl.
Rok: 2009
mBank otrzymał tytuł Superbrand Polska, znajdując się w ten sposób wśród najsilniejszych marek na polskim rynku. Międzynarodowa organizacja Superbrands, działająca od 14 lat w ponad 80 krajach, w tym roku po raz czwarty wyłoniła najsilniejsze marki konsumenckie na polskim rynku. Marka mBank znalazł się wśród laureatów nagrody.Tytuł Superbrand jest przyznawany co roku przez ekspertów niezależnej Rady Marek najsilniejszym markom w Polsce. mBank to otwarta platforma finansowa, która pozwala nowoczesnym i wymagającym Klientom w pełni zarządzać swoimi finansami. Oferta mBanku obejmuje rachunki i kredyty indywidualne oraz firmowe, Supermarket Funduszy Inwestycyjnych, usługę eMAKLER oraz ubezpieczenia. Dzięki mBank mobile unikalną zaletą mBanku jest połączenie usług finansowych i telekomunikacyjnych. Obecnie z usług mBanku korzysta ponad 2,1 mln Klientów.
Kto dyktuje ceny nieruchomości? Teoretycznie odpowiedź powinna brzmieć: klient. Czy jednak pojawiające się w mediach informacje o średnich cenach to nie efekt oczekiwań klientów, a ogłoszeń wystawianych przez pośredników nieruchomości? Czy w takim przypadku wciąż można mówić o jakichkolwiek średnich cenach i wykorzystywać je w analizach? Ceny mieszkań od kilku miesięcy nieprzerwanie idą w dół. Patrząc na rozwój sytuacji na rynku pracy, a przede wszystkim na coraz większą niechęć banków do udzielania kredytów hipotecznych, można stwierdzić, że spadki będą trwać jeszcze wiele miesięcy. Czy to jednak możliwe, że nie widzimy pełnego obrazu sytuacji, tylko cały czas obserwujemy wirtualną rzeczywistość serwowaną nam przez agencje pośrednictwa nieruchomości? Jak się bowiem okazuje, większość informacji o cenach ofertowych powstaje na podstawie ogłoszeń dodawanych nie przez samych klientów, a przez agentów nieruchomości!Polski rynek nieruchomości jest bardzo młody. Można powiedzieć, że rozwinął się w pełni dopiero po 2004 roku. Do tego momentu tylko nieliczni zaciągali kredyty hipoteczne, trudno też mówić o historii, na podstawie której można by wskazać rynkowe trendy. O ile na dojrzałych rynkach analizą rynku nieruchomości zajmują się, poza największymi bankami, wyspecjalizowane firmy lub agencje rządowe, tak w Polsce nawet Komisja Nadzoru Finansowego, oceniając polski rynek nieruchomości, musi korzystać z nieaudytowanych danych jednego z doradców finansowych. Okazuje się bowiem, że w naszym kraju nikt nie publikuje zbiorczych danych na temat cen transakcyjnych obejmujących przynajmniej większość rynku. To, co pojawia się w mediach, to średnia cena ofertowa, ustalana w przeważającej większości nie przez klientów, a przez... agencje nieruchomości. To one dyktują ceny, które następnie pojawiają się w mediach.Bezkrytyczne powielanie cen marzeńMedia podają swoim czytelnikom przede wszystkim ceny ofertowe, które reprezentują cenę marzeń sprzedającego i które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. To nie jedyny zarzut w stosunku do tak prezentowanych danych. Kolejnym mankamentem jest fakt istotnych różnic w cenach podawanych przez poszczególne serwisy. Czy to możliwe, żeby w tym samym mieście średnia cena ofertowa różniła się w tym samym miesiącu o 9 procent? Wydawałoby się, że średnia cena, to cena średnia. A jednak. Nawet takie różnice występują w przypadku cen podawanych przez dwa najaktywniejsze portale ogłoszeniowe. Co ciekawe, współpracują one też z największymi doradcami finansowymi. Pikanterii dodaje fakt, że różnica pomiędzy średnią ceną ofertową a transakcyjną dla klientów jednego z nich w marcu wynosiła blisko 20 procent. Chociaż tak duża różnica to między innymi wynik stosowania średniej arytmetycznej i mediany, ale trudno znaleźć informacje o tym chociażby w publikowanych przez te podmioty analizach. W marcu średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie wynosiła w zależności od firmy publikującej dane: 9191 zł, 8433 zł i 7688 zł. Trzy różne ceny dla tego samego miasta... Również najnowsze dane z kwietnia pokazują, że nie ma szans na stworzenie wiarygodnej średniej. Z podawanych w mediach informacji średnia dla stolicy to odpowiednio 8853 zł, 8300 zł i 7755 zł.Jeśli spojrzeć na to z punktu widzenia osoby zaciągającej kredyt, to przy mieszkaniu za 500 tysięcy, przy 20 procentach różnicy w cenie, mowa o różnicy 100 tysięcy złotych, W przypadku przeciętnego warszawiaka oznacza to pracę na ekstra zarobek sprzedawcy przez kolejne 3 lata, nie odkładając dla siebie z całej pensji ani złotówki! To nie wszystko. Do tego należy przecież doliczyć dodatkowe przychody dla banku w postaci około 140 tysięcy złotych odsetek przez kolejne 30 lat. Te pieniądze mogłyby w tym czasie być przeznaczone nie na ratę kredytu, na drobne przyjemności czy chociażby odłożone na przyszłą emeryturę. Dlatego czytając o tym, że kupowanie mieszkania właśnie teraz jest najlepszą inwestycją, a za miesiąc będzie już po promocjach, należy zawsze brać pod uwagę takie obliczenia. Warto również pamiętać o ryzyku związanym z „łapaniem spadającego noża”.Medialny punkt odniesienia tworzy wirtualną rzeczywistośćWysokie ceny ofertowe nie biorą się same z siebie. Stanowią punkt odniesienia dla wszystkich uczestników rynku – zarówno deweloperów, jak i kupujących i sprzedających na rynku wtórnym. Ci ostatni wystawiając swoje mieszkanie, sprawdzają ile wynosi cena podobnych lokali w okolicy. Kupujący, mając punkt odniesienia w postaci ceny żądanej za podobne mieszkania, mają świadomość, że maksymalne obniżki wynoszą na przykład 10 procent i tyle właśnie mniej więcej obecnie negocjują. Także dla deweloperów jest to obok ceny metra wyznaczonej w programie „Rodzina na swoim” pewien pułap odniesienia przy wycenie swoich inwestycji. Z całą pewnością nie jest to koszt wybudowania metra, który jest kilkadziesiąt procent niższy od cen transakcyjnych. A brak tych ostatnich, zbieranych i ogłaszanych przez niezależne instytucje, nie stojące po żadnej stronie rynku, to pięta achillesowa polskiego rynku. Efekt? Procentowy wzrost cen nieruchomości, który można było obserwować w USA przez ostatnie 15 lat, w Polsce zajął niecałe 4 lata. Akceptacja wysokich cen to nie tylko polska przypadłość. Globalizacja i łatwy przepływ kapitału sprawiły, że ceny nieruchomości rosły w zawrotnym tempie na całym świecie. Nie brakuje przecież i Polaków, którzy kupowali „apartamenty” w Bułgarii czy Egipcie, licząc na szybki zarobek i przyczyniając się tym samym do pompowania bańki na tamtych rynkach. Jak to się jednak dzieje, że praktycznie wszystkie statystyki pokazują, że ceny ofertowe stoją w miejscu, a nawet czasami lekko idą w górę?Pośrednicy ustalają cenęUważna analiza ogłoszeń w internecie pomoże dostarczyć odpowiedzi. To nie żaden cud czy silne postanowienie właścicieli mieszkań, którzy upierają się, żeby nie rezygnować z wirtualnych milionów. Jak się okazuje, na największych rynkach, nawet ponad 90 procent wszystkich ofert, które znajdziemy w najpopularniejszych serwisach ogłoszeniowych, to... oferty agencji nieruchomości. To one, a nie bezpośrednio sprzedawcy dyktują medialne przeświadczenie o wysokości i stabilności cen na rynku wtórnym. Ciekawa jest zależność, że ceny odbiegające od średniej wyznaczanej przez agencje, to zazwyczaj oferta sprzedaży bezpośredniej. Patrząc jednak na liczbę ogłoszeń agencyjnych, nie dziwi fakt, że ceny stoją w miejscu. Są one sztucznie podtrzymywane na wysokim poziomie.Stąd właśnie niewiarygodnie wysoka różnica pomiędzy cenami ofertowymi a transakcyjnymi z tego samego miesiąca, z tego samego miasta! W interesie pośredników jest przecież utrzymywanie wysokich cen ofertowych i ewentualna ich obniżka w czasie negocjacji. W taki też sposób firmy te tłumaczą strategię swoim klientom, w których imieniu działają. Jest to o tyle łatwiejsze, że sprzedający mieszkania zarówno w internecie (skąd czerpią w większości wiedzę na temat obowiązujących cen), jak i w mediach (które publikują dane z tego samego źródła) widzą wysokie, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością ceny. To również na ich podstawie ustalają ceny klienci sprzedający mieszkanie bez pośredników. Swoją ofertę odnoszą do ceny „rynkowej”.Procentowy udział ogłoszeń pochodzących od pośredników nieruchomości w poszczególnych miastach w 3 największych serwisach ogłoszeniowych* Serwis A Serwis B Serwis C Warszawa 73% 96% 87% Kraków 90% 100% 90% Wrocław 80% 100% 96% * Analiza obejmowała pierwszych 50 ogłoszeń w danym mieście dostępnych na serwisie 14 maja 2009Chociaż utrzymanie wysokich cen mieszkań jest w interesie agencji nieruchomości, to trudno oczywiście mówić o jakiejś celowej czy skoordynowanej akcji wszystkich firm. Każda z nich działa przecież na własny rachunek. Tak czy inaczej, efekty takiej samej strategii zaciemniają rzeczywisty obraz rynku, a na tej podstawie powstają błędne analizy. Jeszcze kilka miesięcy temu słyszeliśmy, że najlepszym okresem do kupna jest I kwartał tego roku. Jak widać deweloperzy cały czas ogłaszają kolejne obniżki cen, nie przestają budować, na rynku wtórnym przybywa ofert, a ceny idą cały czas w dół. Warto o tym pamiętać, kiedy kolejny raz przeczytamy o świetnej okazji zakupu wciąż drogiego mieszkania, za kredyt z wyjątkowo wysoką marżą. Również w przypadku, kiedy będzie się nam wmawiało, że najlepsze mieszkania bezpowrotnie znikną i zostaną te o najgorszym rozkładzie i na parterze. Dziwnym trafem deweloperzy w pierwszym rzędzie wyprzedają obecnie właśnie takie lokale. Paradoks?Pamiętajmy, że chociaż nie widzimy pieniędzy z kredytu i są one zazwyczaj tylko cyferkami na potwierdzeniu przelewu, to jest to realny dług, który trzeba będzie odpracować z odsetkami. Skoro jeden mit padł i okazało się, że mieszkania mogą tanieć, warto dwa razy się zastanowić, czy nie poczekać na przykład jeszcze 3 miesiące, zamiast przez kolejne 360 zastanawiać się nad słusznością swojej decyzji. Lepiej nie łapać gołą ręką spadającego noża. Warto zatem krytycznie podchodzić do pojawiających się cen, pamiętając, kto je najczęściej wyznacza. Trzeba pamiętać chociażby o tym, że taka cena zawiera na przykład wliczoną prowizję agencji (ponad 5 procent) i przynajmniej kilka procent rabatu dla kupującego. Rynek postawiony na głowieCeny nieruchomości w Polsce bardzo szybko osiągnęły abstrakcyjny pułap, przynajmniej biorąc pod uwagę zawartość naszych kieszeni. Nikt nie zastanawia się, dlaczego na Zachodzie przez dziesięciolecia podstawowy kredyt w ofercie przyznawano na 20 lat z wymaganym kilkudziesięcioprocentowym wkładem własnym. Nikt już nie wspomina, że przez całe dziesięciolecia wartość nieruchomości rosła wg wskaźnika inflacji plus 2-3 punkty procentowe. Nawet w dobie największego kredytowego szaleństwa, banki wymagały dla najlepszych ofert wkładu własnego i nie udzielały takich kredytów na więcej niż 30 lat. Do tego zazwyczaj oferowano oprocentowanie o stałej stopie procentowej, przynajmniej przez kilka pierwszych lat. Kredyty na dłuższy okres, na 100 i więcej procent wartości nieruchomości o zmiennym oprocentowaniu, były zarezerwowane dla bardziej ryzykownych klientów. W USA na przykład wszystkie kredyty sub-prime miały właśnie takie warunki. Największym „sukcesem” obecnej bańki jest deprecjacja wartości pieniędzy. Polacy łatwo zaakceptowali to, że swoje mieszkania będą spłacać często ponad 30 lat i płacą za nie kwoty, których fizycznie nawet w małej części nie widzieli i prawdopodobnie nie zobaczą na oczy. Również łatwo przyjęli fakt, że bez żadnych powodów, poza jednym – że będzie drożej, cena mieszkania w ciągu 2 lat może wzrosnąć więcej niż dwukrotnie. Jeśli popatrzymy na praprzyczyny obecnego kryzysu finansowego, to właśnie taka postawa miała wpływ na wszystkie obecne wydarzenia. Wiele państw, firm i gospodarstw domowych z niedowierzaniem patrzy teraz na koszty życia na kredyt. Tak właśnie kończą się wszystkie spekulacyjne bańki. Na pocieszenie można tylko powiedzieć, że to nie pierwsza taka sytuacja w historii. Niestety również nie ostatnia. Michał Macierzyński, Bankier.pl
otoWakacje.pl poinformował o rozpoczęciu eksportu swych ogłoszeń. Od dziś wszystkie oferty serwisu widoczne są na stronach największej polskiej platformy handlowej – Allegro.pl otoWakacje.pl to najmłodszy serwis Grupy Allegro. Wyodrębniony z AlleWakacje.pl serwis poświęcony jest wyłącznie indywidualnym ogłoszeniom turystycznym. Dzięki eksportowi ogłoszeń, cała oferta serwisu widoczna jest na stronach największej polskiej platformy handlowej - Allegro.pl. Dla klientów otoWakacje.pl to nowy kanał prezentacji ogłoszeń dzięki któremu trafią one do kilkumilionowego grona odbiorców. To świetna wiadomość dla osób wynajmujących pokoje turystom, firm organizujących wycieczki na terenie Polski i zagranicą czy dysponujących bazą ofert noclegowych – mówi Fabian Adaszewski z Grupy Allegro. Jak w przypadku reszty naszych serwisów ogłoszeniowych – otoMoto.pl, otoDom.pl czy otoPraca.pl, eksport ogłoszeń do Allegro pozwoli na dotarcie do szerszego grona osób zainteresowanych ofertą serwisu i na pewno pozytywnie wpłynie na jego rozwój. Wszystkie ogłoszenia zamieszczone w serwisie otoWakacje.pl dzięki eksportowi widoczne są w Allegro w kategorii Wakacje. To gwarantuje ich dostępność kilkumilionowej społeczności Użytkowników najpopularniejszej platformy handlowej w Polsce. Do końca sierpnia 2009 r. serwis otoWakacje.pl nie pobiera opłat za zamieszczane ogłoszenia.
Wolontariusze z departamentu kredytów detalicznych ING Banku Śląskiego zorganizowali sprzątanie lasu w Nadleśnictwie Brynek w okolicy Tarnowskich Gór. Akcja, podczas której zebrano około 2000 litrów śmieci, miała miejsce 18 maja b.r. ING Bank Śląski podejmuje wiele inicjatyw na rzecz ograniczenia lub wyeliminowania negatywnych wpływów na środowisko naturalne, które wiążą się z działalnością Banku. Bank stara się, aby zużywane materiały nie stanowiły zagrożenia dla środowiska naturalnego. Dlatego od kilku lat prowadzi zbiórkę zużytego sprzętu komputerowego, materiałów eksploatacyjnych, sprzętu biurowego i sprzętu bankowego - gwarantuje ich utylizację w wyspecjalizowanej firmie, stwarzając okazję do recyklingu. Stwarza także możliwość zbierania makulatury (ulotki, gazety), która następnie trafia do papierni i zostaje przetworzona. Nośniki informacji, które ulegną zniszczeniu, stają się odpadami wtórnymi, z których można ponownie skorzystać. ING Bank Śląski już drugi rok z rzędu został uhonorowany tytułem "Firma Bliska Środowisku". Wolontariat ING to program społeczny, który daje pracownikom ING Banku Śląskiego możliwość zaangażowania się w pracę wolontariacką. Wolontariuszem może być każdy, we wszystkich dziedzinach życia społecznego, wszędzie tam, gdzie taka pomoc jest potrzebna. Rodzaj pracy wolontariackiej powinien jednak sprawiać wolontariuszowi satysfakcję i być zgodny z jego predyspozycjami. W pracy wolontariusza można, więc wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie zawodowe a także swoje hobby, zainteresowania i umiejętności. Wolontariusz sam decyduje ile czasu przeznacza na wolontariat, dodatkowo każdy z pracowników banku może przeznaczyć 1 dzień (8 godzin zawodowego czasu pracy) na działania w ramach wolontariatu - gwarantuje to Regulamin Pracy ING Banku Śląskiego. Można ten czas wykorzystać jednorazowo w ciągu danego dnia lub podzielić na poszczególne godziny. Wolontariuszy ING wciąż przybywa a podejmowane przez nich działania stają się coraz bardziej zróżnicowane.
Do niedawna założenie lokaty w obcym banku wiązało się w koniecznością odwiedzenia jego placówki i podpisania umowy. Dziś już kilka instytucji finansowych umożliwia zdeponowanie pieniędzy przez internet nawet osobom, które posiadają konto w innym banku. Wszystko można zaś załatwić, bez wychodzenia z domu.Jedną z zalet bankowości internetowej jest możliwość wygodnego zarządzania swoimi oszczędnościami. Założenie lokaty z reguły sprowadza się do wybrania kwoty depozytu i określenia czasu na jaki chcemy zamrozić pieniądze. Sprawę załatwia w zasadzie kilka kliknięć myszką. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy bank, w którym mamy konto oferuje mało atrakcyjne warunki lokat. Uciążliwą formalnością związaną z założeniem lokaty w innym banku jest wizyta w jego placówce i podpisanie umowy. W niektórych bankach, aby dostać najlepsze warunki lokaty, klient musi otworzyć także rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy. W ten sposób banki starają się przywiązać do siebie klienta, który przenosi swoje oszczędności. Dla wielu osób stanowi to barierę, zwłaszcza jeśli kwota przeznaczona do zdeponowania nie jest wielka. Kilka banków zastosowało jednak rewolucyjny pomysł – umożliwia założenie lokaty przez internet osobom posiadającym rachunek w innej instytucji finansowej. Cały proces odbywa się online, bez konieczności odwiedzania placówki, rozmowy z konsultantem, czy zakładania ROR-u. Z grubsza rzecz ujmując przypomina dokonanie przelewu na rachunek do innego banku.Jako pierwszy takie rozwiązanie w połowie ubiegłego roku zaproponował Bank Pocztowy. Bank uruchomił sklep internetowy, umożliwiający zakup lokat bez konieczności wychodzenia z domu także klientom z innych banków. Obecnie założenie lokaty wyłącznie przez internet oferują także Noble Bank (poprzez firmę Open Finance), Getin Bank i Meritum Bank. Założenie lokaty przez internet nie jest czynnością skomplikowaną. Klient wypełnia wniosek podając m.in. swoje dane osobowe i adres. Po złożeniu wniosku generowany jest indywidualny numer rachunku technicznego, na który należy wpłacić pieniądze. Internauta dokonuje zwykłego przelewu przez system transakcyjny własnego banku. Może także zlecić przelew w placówce bankowej, jednak w takim przypadku musi się liczyć z kilkuzłotową opłatą za przelew wychodzący. Potwierdzeniem założenia depozytu jest podpisana cyfrowo wiadomość e-mail wysyłana do klienta, gdy pieniądze wpłyną na rachunek lokaty. Open Finance przesyła dodatkowo potwierdzenie w formie papierowej, a Getin zatwierdza otwarcie lokaty przysyłając kuriera z umową. Po zakończeniu lokaty pieniądze, wraz z odsetkami są odsyłane na ten sam rachunek, z którego zostały wysłane, oczywiście bezpłatnie. Same banki mogą zaproponować przedłużenie trwania lokaty. Dają też możliwość jej wcześniejszego zerwania. Na przykład Bank Pocztowy umożliwia to poprzez specjalny system transakcyjny. Na co dzień można w nim obejrzeć wszystkie posiadane w banku lokaty. Podobne rozwiązanie ma też Open Finance, dystrybuujący lokaty Noble Banku.Korzystanie z możliwości „zakupu” lokaty przez internet może zainteresować przede wszystkim osoby na co dzień korzystające z bankowości elektronicznej i obeznane z zakupami online. Ponieważ jest to rozwiązanie stosunkowo nowe, może budzić pewne obawy związane z bezpieczeństwem, zwłaszcza wśród osób preferujących tradycyjne kanały obsługi. Bankowcy zapewniają jednak, że cały proces jest w pełni bezpieczny. Informacje wysyłane przez klienta są szyfrowane, a potwierdzenia przesyłane do klienta na jego adres mejlowy są zabezpieczone certyfikatem elektronicznym. Jeśli klient przestrzega podstawowych zasad bezpiecznego korzystania z bankowości internetowej, to nie powinien obawiać się żadnego ryzyka. Pomysł jest rewolucyjny i można się spodziewać, że podobne rozwiązanie wprowadzą wkrótce kolejne instytucje. Zwłaszcza, że wojna depozytowa zmobilizowała klientów banków do bardziej aktywnego zarządzania oszczędnościami. Rozpoczął się etap polowania na okazje i przerzucania oszczędności między bankami. Między innymi z tego też powodu wiele banków nadal utrzymuje stosunkowo wysokie stawki oprocentowania lokat, mimo kolejnych obniżek stóp procentowych. Na tym tle bardzo pozytywnie wyróżniają się własne lokaty przez internet. Są one oprocentowanie znacznie wyżej niż średnia rynkowa, czy nawet oferta tego samego banku, dostępna w placówkach. Wojciech Boczoń, Bankier.pl Oprocentowanie wybranych lokat internetowych 1M 3M 6M 12M 24m Bank Pocztowy 5,00 5,20 6,35 5,70 7,00 Getin Bank 4,25 6,00 4,75 6,00 5,50 Meritum Bank 4,50 6,30 6,00 6,00 -- Open Finance -- 5,00 5,00 6,50 7,00
Któż nie zna czerwonego kubka NESCAFÉ, który na stałe zagościł nie tylko w reklamach, ale i w polskich domach? Codziennie przygotowana w nim poranna kawa jest chwilą przyjemnego przebudzenia. Teraz Nestlé zaprasza do delektowania się wyjątkową kawą NESCAFÉ Classic we dwoje. Dwa nowe warianty kultowego, czerwonego kubka – w wersji dla niej i dla niego to powód, by poranna kawa stała się jeszcze przyjemniejszym wspólnym rytuałem. Od 1 czerwca br. każdy, kto zakupi NESCAFÉ Classic 200g w promocyjnym opakowaniu, wraz z aromatyczną kawą otrzyma w prezencie wyjątkowy, czerwony kubek. Wyboru można dokonać pomiędzy dwoma wersjami – dla niej i dla niego. Najlepiej zaopatrzyć się w obydwie, by każdy kubek miał swojego właściciela… Wyjątkowa oferta będzie dostępna od 1 czerwca aż do wyczerpania zapasów. Sugerowana cena zestawu NESCAFE Classic 200g z kubkiem w prezencie to ok. 18,50 zł. Zgodnie ze strategią Nestlé promującą zbilansowaną dietę, na tyłach opakowań kawy umieszczono KOMPAS ŻYWIENIOWY®, który informuje konsumentów o wartościach odżywczych produktu, a także zawiera cenne wskazówki żywieniowe, pomagające skomponować zbilansowaną dietę. Projekt kubków oraz promocyjnych opakowań przygotowała agencja Art Graph..
Zwycięzcami 6. mBank Łódź Maratonu są Polacy! W kategorii mężczyzn triumfował Marcin Fehlau, który osiągnął wynik 2:18:10, ustanawiając nowy rekord łódzkiego maratonu. W kategorii kobiet wygrała Arleta Meloch z czasem 2:40:52. Ogółem w imprezie wzięło udział blisko 1200 osób, jest to rekordowa liczba biegaczy w historii mBank Łódź Maratonu. Uczestnicy mBank Łódź Maratonu pobiegli w Łodzi już po raz szósty. Na dystansie maratonu pobiegło 426 zawodników. Najlepszy wśród mężczyzn okazał się Marcin Fehlau, który zyskał ponad 2 minutową przewagę nad Viktorem Starodubcevem z Ukrainy (2:20:53). Wśród kobiet triumfowała Arleta Meloch, wyprzedzając o siedem minut Wiolettę Urygę (2:47:30), obie zawodniczki pochodzą z Polski. Trzecią pozycję w kategorii mężczyzn zajął Aleksander Kiptacz z Ukrainy (2:27:33), a wśród kobiet Maria Butakova z Białorusii (2:56:08).Zwycięzcy maratonu zdobyli po 12 000 zł, nagrody w 6. mBank Łódź Maratonie były równe dla kobiet i mężczyzn. W półmaratonie najlepszy okazał się Anton Potockij z Ukrainy( 1:09:14), wśród kobiet najlepsza okazała się Anna Andrzejak, która przybyła na metę z czasem 1:27:13. Bieg charytatywny na 10 km wygrał Maciej Waleczko z czasem 00:40:35. W dniu łódzkiej imprezy na Rynku Manufaktury wiele atrakcji czekało również na kibiców - koncert zespołu Dustplastic, pokazy sportowe klubu Gymnasion, pokazy wokalno-taneczne oraz konkursy i animacje dla publiczności. Kulminacyjnym wydarzeniem wieczornym, podsumowującym 6. mBank Łódź Maraton był koncert zespołu Myslovitz. Podczas biegu nie obyło się bez pewnych trudności - część biegaczy nie mogła pokonać dystansów zgodnie z wytycznymi trasy. W tej sprawie oficjalne stanowisko zajmą Organizator wykonawczy i dyrektor maratonu. mBank kieruje podziękowania za wsparcie w organizacji imprezy do Urzędu Miasta Łodzi i Wydziału Sportu Urzędu Miasta Łodzi, Rudzkiego Klubu Sportowego, Klubu Biegacza „Arturówek" i łódzkiej Policji oraz goszczącej wydarzenie Manufakturze. Dziękuje również partnerowi społecznemu, Łódzkiemu PCK oraz wolontariuszom. Patronat medialny, który zapewnił wydarzeniu rozgłos lokalny, ogólnopolski i międzynarodowy, zapewliły łódzka Gazeta Wyborczej, telewizja TOYA, portale Onet.pl i Nasza-klasa.pl, www.maratonypolskie.pl i www.wszystkoobieganiu.com.pl oraz magazyn Vita i Runner's Word.
„Victoria”, która powstała w 1983 roku specjalnie z okazji wizyty w Polsce Jana Pawła II oraz najnowszy utwór „Magnificat” – obie mistrza Wojciecha Kilara, zabrzmią 23 maja w kościele Bożego Ciała na gdańskiej Morenie. Politechnika Gdańska zaprasza na Tradycyjny Koncert Majowy.Już po raz dziesiąty Politechnika Gdańska zaprasza na Tradycyjny Koncert Majowy. Tym razem zabrzmią dzieła Wojciecha Kilara (ur. 1932), pianisty, dyrygenta i kompozytora, najbardziej rozpoznawalnego chyba z muzyki filmowej, żeby wspomnieć „Poloneza” z „Pana Tadeusza” w reżyserii Andrzeja Wajdy. – Kilar jest postacią kultową. Znany jest głównie z muzyki filmowej, niemniej jego utwory symfoniczne i oratoryjne, komponowane są w identyfikowalnym dla kompozytora stylu – mówi Mariusz Mróz, dyrygent Akademickiego Chóru Politechniki Gdańskiej, który zabrzmi podczas koncertu. – Kilar w tych utworach kieruje swoją uwagę na sacrum, w wyrazie monumentalne, ale i refleksyjne. – „Magnificat” skomponowałem z potrzeby serca – wyznaje sam Wojciech Kilar. Utwór ma być podziękowaniem za wszystko, co kompozytora spotkało w życiu. Kilar nawiązał do wielowiekowej tradycji komponowania muzyki do słów dla ludzi znaczących. „Magnificat”, to pieśń zawierzenia i uwielbienia. „Magnificat” poprzedzi „Victoria”, dzieło skomponowane w 1983 roku. Przesłania były dwa: pielgrzymki Jana Pawła II do Polsce oraz uczczenie 300 rocznicy zwycięstwa pod Wiedniem. Obie kompozycje Kilara wymagają dużej formy, nie zdarza się więc często, aby działa oratoryjne z udziałem tak wielu wykonawców były na Wybrzeżu prezentowane.Podczas koncertu zabrzmi Akademicki Chór Politechniki Gdańskiej, przygotowany przez Mariusza Mroza, Chór Akademii Pomorskiej w Słupsku „Iuventus Cantans”, przygotowany przez Beatę Wróblewską oraz Polską Orkiestrę Kameralną w Słupsku Sinfonia Baltica pod batutą Bohdana Jarmołowicza. Usłyszymy także troje solistów: Marta Boberska – sopran, Tomasz Krzysica – tenor oraz Przemysław Firek – bas. Za pulpitem dyrygenckim stanie zaś – nominowany w 1998 roku do nagrody Grammy – Bohdan Jarmołowicz, dyrektor Polskiej Orkiestry Kameralnej w Słupsku.Koncerty majowe wpisały się do kanonu politechnicznych tradycji. Niezmiennie cieszą się powodzeniem melomanów, corocznie przybywa ich ok. tysiąca.Zapraszamy: Tradycyjny Koncert Majowy, 23 maja 2009, sobota, godz. 19.00, kościół Bożego Ciała, ul. Piecewska, Gdańsk Morena Bilety: do nabycia na godzinę przed koncertem – 15 zł
